25.09.2014

Rozdział 6


NIEWIEDZA BYWA BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM
Amii..- Powiedziałam przerażona

   Spojrzałam na nieruchome ciało przyjaciółki. Podbiegłam do niej i upadłam na kolana. Drżącymi dłońmi sprawdziłam puls. Próbowałam się uspokoić, aby wyczuć, choć małą oznakę życia. Jednak nic nie wyczułam, najmniejszego cienia szans, że w Amii jest nadal ze mną. Spostrzegłam, że na piersi ma ranę, więc szybko przycisnęłam mocno dłonie. Gdzieś w podświadomości, dobrze wiedziałam, że jest za późno, ale jakaś część mnie nie chciała pogodzić się z tą stratą. Usłyszałam jakiś szept, ale dopiero po chwili zrozumiałam, że ta ja wymawiam imię przyjaciółki.

-Amii…Amii.. – Szeptałam jak modlitwę.

   Głaskałam ja po włosach, jak matka niemowlę. Kto ci to zrobił? Pomyślałam. Wzięłam ją w ramiona i zaczęłam kołysać. Byłam tak zła i zrozpaczona, że nie mogłam dłużej panować nad mocą. Pozwoliłam, aby swobodnie ze mnie wypłynęła. Jak tylko to uczyniłam w całej kuchni zrobił się chaos. Nie przejmowałam się tym. W tej chwili nic nie miało dla mnie znaczenia. Powinnam zadzwonić na policję, pogotowie. Jednak moje ciało jakby odłączyło się od głowy i nie chciało puścić jej z ramion.

   Gdy uniosłam głowę, w kuchni nadal panował bałagan. Garnki, szklanki, sztućce i inne drobiazgi unosiły się po całym pomieszczeniu. Na podłodze dostrzegłam drobinki szkła, i szczątki połamanego krzesła, które również się unosiły delikatnie nad ziemią. Później się tym zajmę, albo wcale. Pomyślałam. Spojrzałam na twarz przyjaciółki, mojej jedynej rodziny. Wyglądała jakby smacznie spała. Zgarnęłam z policzka zbłąkany lok, i zaszlochałam.

-Proszę nie zostawiaj mnie. Proszę…- szlochałam

   Minęła chyba wieczność zanim spostrzegłam, że łzy przestały płynąć. Jakby na dziś skończył się mój limit na ich wylewanie. Spojrzałam na zegarek, jest grubo po północy, powinnam wezwać pomoc. Siłą umysłu przysunęłam sobie telefon. Nie leżał za daleko, ale nie chciałam wypuszczać Amandy z rąk. Miałam już wystukane dwie pierwsze cyfry, gdy nagle bez żadnego ostrzeżenia Shadow zerwał się z podłogi i stanął naprzeciw wejścia do kuchni. Odgradzając mnie tym samym od intruza. Po krótkiej chwili też coś usłyszałam. Miałam wielką nadzieję, że się po prostu przesłyszałam, ale agresywna postawa wilka i hałas dobiegający z korytarza rozwiał wszelkie nadzieje. Zacisnęłam w dłoni telefon tak mocno, że coś w nim chrupnęło. Spojrzałam na wyświetlacz, który dwa razy mrugnął i zgasł. Świetnie, teraz to już na pewno nie zadzwonię.

   Wyrzuciłam zbędny przedmiot. I tak przecież nim nikogo nie zabije. Usłyszałam jak ktoś wpadł na szafkę i siarczyście przeklną. Nie miałam wątpliwości, że jest tam więcej niż jedna osoba. Nieproszeni goście byli coraz bliżej kuchni. Musiałam szybko coś wymyśleć. Może to sąsiedzi? A ja niepotrzebnie panikuję. Byli już wystarczająco blisko abym słyszała ich rozmowę.  Opuściłam głowę i utkwiłam wzrok w twarz przyjaciółki. Na wszelki wypadek udam, że ich nie słyszałam. Pierwszy głos, jaki usłyszałam należał do dziewczyny. Zmarszczyłam brwi, bo wydawał się bardzo znajomy. W głowie miałam taki mętlik, że nie miałam bladego pojęcia, kim ona jest.

-Psia krew. Powiedzcie chłopaki, że ona żyje.

- Iw, słowo „krew” jest tu nie na miejscu. A dziewczyna żyje, słyszę jak jej serce dziko bije.

- Musimy ją stąd zabrać Cam, oni mogą wrócić.

- On ma rację. Ci idioci się pomylili, ale to nie znaczy, że tu nie wrócą i nie dokończą sprawy.

- Nie dramatyzujcie dobra.

    Nic nie rozumiałam z ich dziwnej konwersacji. Usłyszałam głośne westchnienie i byłam już pewna, że cała czwórka, bo tyle głosów naliczyłam, była w kuchni. Mogłam sobie tylko wyobrazić jak wyglądałam w ich oczach. Dziewczyna siedząca na podłodze z nieruchomym ciałem na kolanach, w kałuży krwi, do tego warczący wilk. Niezły pakiet. Zżerała mnie ciekawość. Ostatkami sił powstrzymywałam się oby nie podnieś głowy i na nich nie spojrzeć.

- Na boginię.- Odezwała się dziewczyna

- Dobra ruszajmy się. Niech nie siedzi ani chwili dłużej z trupem na kolanach i w kałuży krwi.- Powiedział z niecierpliwieniem w głosie jeden z chłopaków.

- Szczęście, że jestem najedzony… No, co?

- Jesteś idiotą Alex.

- A mogłem iść z Jackiem.  Ja biorę dziewczynę wy trupa.

   Trupa? Wzdrygnęłam się na ten dźwięk. Jak on może tak mówić? Nawet jej nie znał. Z ledwością panowałam nad tym, aby się na niego nie rzucić. Nic nie rozumiałam z ich rozmowy. W ogóle, nie rozumiem, co oni tutaj robią, i czego chcą. Kim oni są? Mogłabym ich po prostu o to zapytać, ale czy mogę im ufać. Shadow nadal był nie spokojny. Gdy kątem oka dostrzegłam ruch, postanowiłam działać.

-Shadow.- Wyszeptałam

   Nie musiałam mówić nic więcej. Zareagował błyskawicznie. Stanął bliżej mnie i zaczął głośniej warczeć i kłapać na nich paszczą. To było pierwsze ostrzeżenie, jakie im oferowałam. Aby sobie poszli. Usłyszałam jak jeden z chłopaków, próbował uspokoić wilka. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo dobrze wiedziałam, że traci tylko czas.

- No już uspokój się. - Powiedział łagodnym głosem.

Byłam tak skupiona na chłopaku, który przemawiał łagodnym głosem do wilka, że nie zauważyłam dziewczyny kucającej naprzeciw mnie.

- Jasna cholera.. – Powiedziałam wstrząśnięta.

   Nagle mnie olśniło. Przecież to ta ruda z kawiarni. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie szeroko, pokazując idealne białe zęby. Wyciągnęła do mnie dłoń. Nie przyjęłam jej. Nie myślałam za dużo, po prostu działam szybko. Pchnęłam rudą swoją mocą. Krzyknęła i wpadła na kuchenkę. Reszta towarzyszy nie miała szans jej pomóc, ponieważ byli unieruchomieni przez unoszące się noże, które zdarzyłam unieść i skierować w ich stronę. Ostrożnie położyłam Amii na podłodze i ucałowałam ją w czoło.

-Kocham cię.- Szepnęłam

   Gdy się wyprostowałam, zakręciło mi się w głowię. Przywarłam plecami do lodówki, aby odrobinę zamaskować moje osłabienie. Spojrzałam na dziewczynę. Doszła do siebie. Siedziała na podłodze, wpatrzona we mnie zaskoczona. Odwróciłam się do pozostałych. Chciałam przyjrzeć się dokładnie każdemu z osobna, ale całą uwagę przykuła tylko jedna osoba. Tych niebieskich oczu nie zapomniałabym, nawet gdyby chciała. To był ten sam chłopak, na którego wpadłam w windzie.

   Stała najbliżej mnie z rękami uniesionymi w górze. Zauważyłam, że granatowa koszulko podniosła się lekko. Ukazując skrawek brzucha, który nawiasem był idealnie zbudowany. Nie mogłam się powstrzymać i zjechałam wzrokiem niżej. Jeansy leżały nisko na biodrach, ukazując pasek włosków biegnących w dół. Co ja wyprawiam? Wzięłam się w garść i spiorunowałam go wzrokiem.

- Ty…- Warknęłam na niego.

   Chłopak tylko wyszczerzył do mnie zęby. Jeszcze bardziej mnie tym zdenerwował, dlatego odrobinę przybliżyłam do jego ciała ostrza. Na co jego ciało znów się spięło, a głupkowaty uśmieszek znikł z jego ślicznej buźki.

- Spokojnie księżniczko, jesteśmy pokojowo nastawieni. Możesz odsunąć te… szpikulce.  Proszę.- Powiedział łagodnym głosem.

   Drgnęłam na dźwięk jego głosu. Włoski na karku stanęły mi dęba bod wpływem tego aksamitnego dźwięku. Choć nie powinnam, z jakiegoś powodu chciałam spełnić jego prośbę. Poruszyłam przedmiotami, aby je opuścić. Jednak w ostatniej chwili się powstrzymałam. Zmarszczyłam brwi, jakimś dziwnym sposobem miał na mnie wpływ.

- Nie używaj na mnie swych sztuczek. – Ostrzegłam go, i przybliżyłam jeszcze odrobinę ostrza.

   Jeśli to możliwe zbladł jeszcze bardziej. Uśmiechałam się z satysfakcją. Z jego ślicznej buźki znikł arogancki uśmieszek a zastąpił strach. Właśnie tak. Niech wiedzą, że zadarli nie z tą osobą, co powinni.

- Macie trzydzieści sekund, aby odpowiedzieć na moje pytania. Jeśli nie, zrobię z was sitko.- Warknęłam.

Popatrzyłam w oczy każdemu z osobna, żeby było jasne, że nie blefuje. Musiałam szybko dostać odpowiedzi. Czułam jak moja moc słabnie a razem z nią ciało. W żadnym wypadku nie mogłam sobie na to pozwolić. Zanim jednak zaczęłam ich wypytywać zwróciłam się do rudej.

- Jeśli już doszłaś do siebie, stań tam. Ale ostrzegam, jeden głupi ruch a poleje się krew twoich przyjaciół. – Powiedziałam stanowczym głosem.

Ruchem głowy wskazałam jej miejsce obok blondyna. Gdy była już na miejscu, przeniosłam wzrok na chłopaka.

- Kim jesteście i co tu robicie?! Słucham. – Zapytałam stanowczym głosem.

- Opowiemy ci wszystko w szczegółach, ale najpierw musimy posprzątać ten..- Chłopak z windy spojrzał na ciało.– Bajzel.

   Skrzywiłam się z niesmakiem. Bajzel? On to nazywa bajzlem? Chyba żartuje. Ale po jego minie stwierdziłam, że jednak nie. Och jest na doskonałej drodze, aby mnie naprawdę wyprowadzić z równowagi.

- Bajzel? Zamordowanie moje przyjaciółki nazywasz bajzlem?! A po drugie to jest zła odpowiedź na moje pytanie.

   Jeden z odłamków szkła skierowałam w stronę rudej i wbiłam je w ramie. Nie żeby zrobić jej dziurę na wylot. Ale tak, aby ją zabolało. Syknęła głośno z bólu, na co uśmiechnęłam się z satysfakcją. Próbowali ruszyć się w jej stronę. Jednak bezskutecznie, bo odłamki wokół nich im to nie umożliwiły.

-NIE!- Cała trójka krzyknęła jak jeden mąż.

 -Ostrzegałam was. Jeszcze jedna zła odpowiedź, a zrobię jej krzywdę- Przeniosłam wzrok na bruneta.

- Dobrze, już dobrze. Nazywam się Cam. To moi przyjaciele. I jesteśmy tu, aby cię chronić. – Powiedział jednym tchem.

-I nie zabiliśmy twojej przyjaciółki.- Spojrzałam na chłopaka bliżej wejścia.

-Więc, kto ją zabił? I przed czym chcecie mnie chronić?- To mnie trapiło najbardziej.

   Nagle przeszedł mnie dreszcz. Był tak silny, że aż zaczęłam szczękać zębami, a ręce drżały tak jakbym wypiła za dużo kofeiny. Dostrzegłam jak niektóre odłamki szkła lądują na posadce i rozpadają się na jeszcze mniejsze kawałeczki. Z przerażeniem patrzyłam na to, co się dzieje. Długo tak nie wytrzymam. Zagryzłam wargę tak mocno, że aż poczułam metaliczny posmak krwi w ustach. Resztkami sił próbowałam utrzymać się na nogach. Widziałam jak Cam otwierał usta, aby coś powiedzieć, ale głos, który się odezwał nie należał do niego.

- Kazałem wam zabrać dziewczynę. A wy, co? Cackacie się z nią jak z dzieckiem. – Głośno westchnął i spojrzał na mnie.

   Odwóciłam głowę i spojrzenia moje i chłopaka spotkały się. A już myślałam, że nic nie może mnie dzisiaj zszokować. W kuchni stał chłopak, którego spotkałam w parku. Na jego twarzy dostrzegłam szok, gdy rozglądał się po pomieszczeniu. Swoją drogą wcale mu się nie dziwię. Sama jestem tym wstrząśnięta. Tym bardziej, że jestem w samym środku tego cyklonu.

-To jakieś szaleństwo.- Wyszeptałam.

   Chciałam się cofnąć, być jak najdalej od nich wszystkich. Ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Z każdą sekundą traciłam zmysły. Zaczęłam szybko mrugać oczami, aby przewrócić ostrość widzenia i pozbyć się tych przeklętych mroczków. Poczułam jak moje ciało robi się ciężkie. Z przerażeniem pomyślałam, że już dłużej nie utrzyma się na nogach. Ręce opadły mi wzdłuż tułowia. Usłyszałam jak kawałki szkła upadają na podłogę. Straciłam panowanie nad ciałem, które leciało w dół na spotkanie z twardą podłogą. Próbowałam nie myśleć o bólu, który zaraz nastąpi. Dziwne. Sądziłam, że to nie jest przyjemne uczucie. Pod sobą czułam nie twarde kafelki, lecz czyjeś ręce. Uchyliłam odrobinę powieki i zobaczyłam nad sobą twarz chłopaka z parku. Musiał mnie złapać jak upadałam. Zanim jednak pochłonęła mnie ciemność usłyszałam jego jedwabisty głos, szepczący.

-Aniele…

****
    Gdy się przebudziłam, pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to to, co się stało i gdzie się znalazłam. Chciałam otworzyć oczy, ale powieki miałam ciężkie jak ołów. Poruszyłam dłonią, aby sprawdzić, na czym leże. Ślisgi materiał. Moja kanapa z salonu. Czyli jestem u siebie w mieszkaniu. Jeden plus. Jednak nie mogłam sobie przypomnieć, dlaczego leże ma kanapie. Chciałam wstać, ale gdy usłyszałam obce głosy, całe moje ciało zastygło. Wsłuchałam się w nie, aby je rozpoznać. Minęła chwila zanim zorientowałam się, do kogo należą. Do mojej głowy wdarły się skrawki wspomnień. Obrazy były niewyraźne. Jednak to mi wystarczyło, aby wiedzieć, co się wydarzyło. Chłopak z parku.. włamanie do mieszkania.. mnóstwo krwi w kuchni.. martwe ciało… obcy ludzie w mieszkaniu.. moja moc, wymykająca się z poza mojej kontroli. Już teraz wiedziałam, dlaczego leże na kanapie. Zemdlałam z wyczerpania. Ale nie mogę zobaczyć twarzy ciała leżącego na podłodze. Skupiłam się tylko na tym wspomnieniu. Gdy udało mi się ujrzeć twarz ofiary. Poczułam się tak jakbym, ktoś zepchną mnie w przepaść.

- Amii!! – Wykrzyknęłam jej imię, wkładając w to całą moją rozpacz.

   Zerwałam się z kanapy, aby pobiec do Amandy, ale nogi pode mną się ugięły i upadłam na szorstki dywan. Nie mogłam opanować łez, które popłynęły mi strumieniem. Poczułam się jak ktoś łapię mnie pod pachy i delikatnie sadza na kanapie. Nie wiem, kto to był, ale pachniał niesamowicie. Jak świeżo, parzona kawa z cynamonem. Moja ulubiona. Do tego zapach ściółki leśnej po deszczu. Zatraciłam się w tych zapachach. Wtuliłam się jeszcze bardziej w pierś osoby, która mnie tuliła. Na tą jedną chwile chciałam się po prostu wypłakać. Nie obchodziło mnie, to, że zasmarczę komuś koszulę.
Musiało minąć sporo czasu, bo kark strasznie mnie bolał od siedzenia w jednej pozycji. Nie otwierając oczu, podniosłam głowę i oparłam ją o zagłówek kanapy.

-Przepraszam..- Wyszeptałam w stronę chłopaka.

-Za, co? – Zapytał zdziwiony. A mnie przeszedł dreszcz pod wpływem jego głosu.

- Za wykorzystanie twojej koszuli, jako chusteczki. – Odpowiedziałam, spoglądając na niego jednym okiem.

   Tak jak myślałam. To był ten chłopak z parku i ten, który przybył do mojego mieszkania, jako ostatni. Uśmiechnął się do mnie, a moje serce zrobiło salto w tył. Gdy spojrzałam w jego oczy, zielone jak dwa szmaragdy straciłam połączenie z rzeczywistością. Nigdy nie wiedziałam tak zielonych oczu. Czułam się tak jakby świat przestał istnieć i znalazłam się w innym wymiarze. W głowie krążyła mi jakaś myśl, że o czymś, a może o kimś? Zapomniałam. Powinnam się czymś zająć… czymś ważnym…

- Wszystko załatwione. -Podskoczyłam jak oparzona na dźwięk głosu blisko mnie.

- Ups. Wybacz nie chciałem cie przestraszyć.- Powiedział ze skruchą w głosie.

   Odwróciłam wzrok od Zielonookiego i spojrzałam na chłopak siedzącego, na fotelu przede mną. W tym samym momencie poczułam w głowie dziwne uczucie, jakby ktoś w nim mieszał. To samo czułam w kuchni, kiedy jeden z nich grzebał mi w głowie. Zerwałam się z kanapy.  Jednocześnie podziękowałam w duchu, że nie upadłam.

-Hej! Jeszcze raz któreś z was będzie mieszać mi w głowie, to oberwie. – Powiedziałam oburzona - Chcecie wymazać mi pamięć do cholery czy co?!

- Oczywiście, że nie. – Powiedział ze spokojem. – Chociaż

   Patrzyłam na niego nie wiedząc, co z nim nie tak. W jednej chwili mnie przytula, a później, jest zimny jak lodowiec. Gdzie jest Amii? Długo nie wytrzymałam bez odpowiedzi, więc swoje pytanie wypowiedziałam na głos. Nogi mi ścierpły od tego stania. A ja dalej nie dostałam odpowiedzi. Ukradkiem rozglądnęłam się za Schadow’em, ale nigdzie go nie widziałam.

- Gdzie Schadow. – Zapytałam chłopaka, siedzącego na fotelu. Tamten pewnie i tak mi nie odpowie.

- Wypuściłem go.- Uniosłam brwi – Nie patrz tak, chciał… siku.- Prawie się roześmiałam. Prawie.

- Wilk nie jest ci teraz potrzebny. – Spojrzałam na chłopaka z kanapy- Z nami nic ci nie grozi… na razie.

    Co to w ogóle ma znaczyć „na razie”? Jaja sobie robi? W głowie miałam totalny mętlik i milion pytań. Na dodatek byłam wykończona, głodna i wściekła. Kątem oka dostrzegłam jak do salon weszły dwie osoby. Chłopak usiadł na drugim fotelu, a dziewczyna zajęła miejsce na dmuchanym dużym pufie. Miałam ogromną ochotę również usiąść. Szybko jednak zrezygnowałam z tego pomysłu.

- Katrin usiądź proszę.- powiedział łagodnym głosem

- Nie dopóki nie powiecie mi, co jest do cholery grane!- Przerwałam chłopakowi, który przyszedł, wraz z dziewczyną.

- Powiemy Ci wszystko, jeśli usiądziesz.- Usłyszałam głos za sobą

    Pisnęłam przestraszona. Chłopak z windy stał za moimi plecami. Nie słyszałam jak przyszedł. Miał rację, długo nie utrzymasz się na nogach. Do tego moje zmysły są osłabione.  Z westchnieniem zajęłam miejsce na kanapie. Oczywiście na samym jej brzegu, jak najdalej od blondyna. Czułam się jakoś dziwnie blisko niego. Usiadłam po turecku, tak jak zawsze, gdy razem z Amii opowiadałyśmy sobie jak minął nam dzień i ci się wydarzyło. No to wspomnienie zadrżała mi broda.

-Chce wiedzieć wszystko..- Ponagliłam ich, bo to milczenie mnie irytowało.

-Zgoda. Najpierw wypadałoby się przedstawić.- Powiedział chłopak z windy i wskazał na rudą dziewczynę. – Ten Uroczy rudzielec to Iwet.. Widziałaś ją już zapewne w pracy…

- Mów mi Iw. – Weszła mu w słowo ruda.

-Ten w ogóle nie podobny do niej brunet jest jej bratem Alexander- Wskazał na chłopaka, który siedział po mojej lewej na fotelu.

- Możesz mi mówić Alex, śliczna.- Śliczna? Błagam was, przewróciłam oczyma.

- To, że jest idiotą przekonasz się niedługo sama. No dobrze, jedziemy dalej. Ten wysoki z poważną miną to Logan.. po prostu Logan – Dodał szybko, bo ten otwierał usta, aby coś powiedzieć.- Jego również miałaś przyjemność spotkać, może nie twarzą w twarz, ale jednak.

    Zmarszczyłam brwi, bo coś mi świtało w głowię.- My już się oczywiście spotkaliśmy, niestety nie miałem przyjemności się przedstawić, jestem Cam, a ten uroczy kawaler, którego spotkałaś w parku to mój braciszek Jack.

    Spojrzałam na niego kątem oka. Jako jedyny nie uśmiechał się do mnie przyjaźnie, w sumie w ogóle się nie uśmiechał. Ale czego ja się spodziewałam? Przyjacielskiego uścisku? Prędzej przytuliłam bym jeża. Pomyślałam.

- Ja jestem Kat. Ale to już wiecie.- Powiedziałam z przekąsem.

- No dobrze ja was przedstawiłem, a teraz wy mówicie resztę.- Odezwał się Cam i spojrzał na swych towarzyszy. Najdłużej na Jacka.

-No dobrze, ale nie miejcie do mnie pretensji jak laska wyskoczy z okna.

     Spojrzał mi w oczy, a mnie przeszedł dreszcz. Mowy nie ma, żebym wysłuchiwała jakiś historyjek sama. Schadow. Tak, jego teraz potrzebuje. Uniosłam rękę i zakryłam mu usta, aby nic nie mówił.

-Zaczekaj chwilkę..- Powiedziałam szybko.

    Zerwałam się z kanapy i pobiegłam do okna. Słyszałam jak wszyscy zerwali się z miejsc i jeden przez drugiego krzyczał, że mają mnie łapać zanim wyskoczę. No też coś, jeszcze nie oszalałam. Najbardziej jednak rozbawił mnie Alex. No stary, jeszcze nic nie powiedziałeś, a dziewczyna, już chcę wyskoczyć. Powiedział do Jacka Otworzyłam okno i nie odwracając się do nich powiedziałam.

-Nie będę skakać głąby..- Prychnęłam oburzona

Wzięłam głęboki wdech i z całych sił wykrzyknęłam imię mojego wilka. Zawołałam tylko raz, ale myślę, że z pewnością wystarczy. Zamknęłam okno, otuliłam się mocniej bluzą i odwróciłam do pozostałych. Nie zwracając na ich głupkowate miny, spojrzałam na Alexa.

- Czy mógłbyś go wpuścić? Proszę. – Zapytałam.

- Jj..jasne , pewnie..- Powiedział zaskoczony.

-Dziękuję. –  Uśmiechnęłam się do niego i usiadłam na swoje miejsce. Na co reszta również szybko zajęła miejsca.

- Moi drodzy, oświadczam wam, że z tą dziewczyną nie będziemy się nudzić.- Powiedział Cam z rozbawieniem i mrugnął do mnie.

    Kto zabił Amii? Ta myśli nie dawała mi spokoju. Popatrzyłam na pozostałą czwórkę. Jestem pewna, że wiedzą, kto to zrobił. Jak tylko mi to wyjawią natychmiast znikają z mojego mieszkania. Sama zabije psychopatę, który to zrobił. A przynajmniej mam taki plan. Gdy usłyszałam jak drzwi wejściowe się otwierają, rozluźniłam spięte ciało. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że siedzę jak napięta struna. Schadow wszedł do salony lustrując wszystkich zgromadzonych. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wskoczył na kanapę, a ja go mocno uścisnęłam. Wciągnęłam nosem jego zapach, który tak bardzo kochałam. Pachniał jak mech i mokra ściółka. Musiał być gdzieś w centrum miasta, bo czuć było na nim spaliny samochodowe. Ale to nic, ważne, że jest tu ze mną.

    Nie wiem jak długo tuliłam twarz w jego sierści. Ktoś głośno zakaszlał. Zorientowałam się po chwili, że nie jestem sama w pomieszczeniu. Wyprostowałam się i spojrzałam na Jacka, który świdrował mnie wzrokiem. Ale nic nie mogłam wyczytać z jego morskich oczu. Patrzeliśmy tak na siebie chyba wieczność.

-Co się gapisz?- Powiedziałam najchłodniej jak potrafiłam.- Możesz już opowiadać bajeczkę.- Dodałam, obojętnie.

- Może zacznę od tego, że nie jesteśmy ludźmi…- Powiedział bez ogródek.

    Patrzyłam na niego, jak osioł na malowane wrota. Nie miałam pojęcia, o co mu chodzi. „Nie jesteśmy ludźmi..” To, kim oni są do licha jak nie ludźmi? Wyglądają jak ludzie, oddychają, mówią, jak ludzie. Spojrzałam na każdego z osobna, aby sprawdzić czy nikt się nie śmieje. Jednak, każdy miał poważną minę, nawet Cam się nie uśmiechał. Znów przeniosłam wzrok na Jacka.

- Zgoda, to w takim razie, kim jesteście jak nie ludźmi..?- Powiedziałam ostrożnie wypowiadając każde słowo.

-Alex i Iw są wilkołakami, ale nie takie jak w filmach, że stoją na dwóch łapach. Wyglądają jak twój wilk.

    Na chwilę przerwał i przyglądał się mojej twarzy, niestety nie byłam w stanie nic na to odpowiedzieć, bo mnie zatkało, z przerażenia. Wariaci. Pomyślałam. Najwyraźniej błędnie zinterpretował moje milczenie, więc mówił dalej.

- Logan jest czarodziejem..

-Czarnoksiężnikiem- Wszedł mu w słowo.

- Jak zwał tak zwał. Wracając do tematu, ja i Cam jesteśmy wampirami.

    Patrzyłam na niego pustym wzrokiem. Nie miałam pojęcia jak mam na to zareagować. Chciało mi się jednocześnie śmieć i płakać. Ukradkiem uszczypnęłam się w rękę, aby sprawdzić czy nie śpię. Ale nadal siedziałam na kanapie, z bandą wariatów w jednym pokoju. A Amanda naprawdę nie żyła. Gdy nikt się nie odzywał, postanowiłam przeanalizować wszystko powoli, co powiedział. Ruda z kawiarni i jej brat Alex są wilkami. Logan, który odrobinę mnie przerażał jest czarodziejem. A Cam i jego brat są wampirami. Powtarzałam to sobie w głowię, chyba milion razy. Może źle usłyszałam. Nie, nie możliwe słuchałam bardzo uważnie, o czym on mówił.  Zostaję mi tylko jedna wersja, zwariowali, totalnie ze świrowali. Ciekawie, z jakiego szpitala uciekli? Milczenie przerwał Logan, więc na niego spojrzałam.

- A ty Katrin jesteś ostatnią strażniczką z linii żeńskiej. – Uśmiechnął się ciepło.

- Jesteśmy tu po to, aby cię zabrać do rodzinnego miasta. To twojego prawdziwego domu. – Odezwała Iw.

    Dłużej już nie mogłam wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Tak głośno, iż na pewno sąsiedzi mnie słyszeli. Resztkami sił próbowałam się uspokoić. Bolał mnie już brzuch, a z kącika oczu płynęły mi łzy. Sama nie wiem już czy ze śmiechu, czy może, po stracie Amii. Kto by pomyślał, że kiedykolwiek będę się jeszcze tak śmiać. I to akurat w takiej żałosnej sytuacji. Podniosłam głowę, ale nikt się nie śmiał, nawet nie drgnęły im usta. I właśnie w tym momencie zrozumiałam, że oni nie żartują.

- To jakiś koszmar.–  Szepnęłam wstrząśnięta.

Miałam wielką ochotę uciec do swojego pokoju i nigdy z niego nie wychodzić.






Cześć kochani. Wybaczcie, że tak się strasznie ociągałam z rozdziałem. Ale nie miałam za wiele czasu na skończenie go od razu, więc pisałam małymi kroczkami. I oto jest kolejny rozdział, mam wielką nadzieje, że się wam spodoba. Piszcie co myślicie, każdy komentarz motywuję mnie do pisania kolejnych rozdziałów.A od jutra nadrabiam czytanie blogów. Pozdrawiam :)

12 komentarzy:

  1. Ha, to będę może druga lub trzecia z osób komentujących. Zatem zaczynajmy!

    "Podbiegłam do niej i, upadłam na kolana." - wiem, czasem wstawiamy przecinki nie tam gdzie trzeba, bo paluszki nam się omskną. Po "i" on jest zbędny, tak jak w kolejnym po "oznakę". Dalej idąc, zamiast przecinka winna być kropka: "dłonie, Gdzieś w podświadomości, dobre wiedziałam {...}" - "dobrze wiedziałam"

    Co ty teraz masz z przecinkami? {*śmieje się*} : "Wyrzuciłam, zbędny przedmiot.", "Nieproszeni goście, byli coraz bliżej kuchni.", "Powiedzcie, chłopaki, że ona żyje.", - Widzisz to co ja, te nie potrzebne przecinki?
    "Usłyszałam jak jeden z chłopaków. Próbował uspokoić wilka." - A tu zamiast kropki on się przydałby. Bowiem sama teraz zauważasz, że pierwsze zdanie jest nie dokończone.

    "Reszta towarzyszy nie miała szans jej pomóc, ponieważ byli uruchomieni przez unoszące się noże{...}" - unieruchomieni;

    "Gdy się przebudziłam, pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy to. Co się stało i gdzie jestem?" - tu tak samo, jak już pisałam, przecinek i kropka, bowiem nie pasuje znak zapytania; "Gdy się przebudziłam, pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to to, co się stało i gdzie się znalazłam" - może lepiej brzmieć.

    "Ślizgi" - eee, co? Śliski tak, ale ślizgi?
    "Obrazy były nie wyrazie." - niewyraźne
    "Ale nadal siedziałam na kanapie, z panda wariatów w jednym pokoju." - "z panda" - "z bandą" wiem, że to tylko mała literówka, ale bardzo śmiesznie to brzmi, że nie mogę przestać.

    Tu chyba się kończą błędy.

    A rozdział świetny. Kat jest strażniczką! Ale czego? Akcja rozwija się super. Wszystko jak na razie jest zagmatwane. Wiele pytań się nasuwa. Ale myślę, że nieco się wyjaśni w następnej części. WENY ŻYCZĘ!! I czekam z wielką niecierpliwością na dalszy rozwój. Kat zaufa im i pojedzie z nimi w nieznane?

    Będę czekała na powiadomienie. I dziękuję, że zjawiłaś się też u mnie.

    Pozdrawiam,
    Maerit

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście poszalałam z tymi przecinkami xD
      Teraz będę bardziej uważała jak piszę, i zacznę czytać parę razy zanim wstawie na bloga. Rzeczywiście ta "panda" śmiesznie brzmi, wcześniej tego nie widziałam.
      Ale bardzo ci dziękuję za poprawki, jestem naprawdę wdzięczna.
      Postaram się objaśnić co nieco w następnym rozdziale, kim jest Kat i co jest jej przeznaczeniem. Mogę powiedzieć że pełni bardzo dużą rolę w świecie z którego przybyli goście. Z każdym rozdziałem będzie się wyjaśniało coraz więcej.
      Jak tylko pojawi się nowy rozdział z pewnością dam ci znać.

      Usuń
  2. Och tak wampiry!! *-* Już lubię tych ludzi :333 Czekam na następne rozdziały już całkiem zniecierpliwiona :3 Znalazłam jakąś literówkę, ale nie będę ci tym zaprzątać głowy, opowiadanie jest zbyt cudne, by przypominać jeszcze o literówkach czy przecinkach.
    Pozdrawiam gorąco i życzę weny do dalszych rozdziałów :) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      te nieszczęsne literówki ;/ postaram się odnaleźć.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Super opowiadanie. Ten cały Shadow też pewnie jest tym wilkołakiem. Nie mogę się doczekać next'a!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :)

      Usuń
  4. To co się stało w domu było... Makabrycznie. Biedna... Trzymała prawie martwą Amii, swoją przyjaciółkę i chyba jedyną osobę, jaką miała bliżej siebie, jak zdążyłam zauważyć. W końcu rodzice nie żyją... Kogo ona miała? Praktycznie tylko Shadowa.
    W końcu ona żyła, czy nie żyła? Bo nie zrozumiałam, ale pewnie jak doczytam drugą część wyjaśni się więcej, więc zabieram się do roboty i wrócę za moment.

    Rany boskie, ilu tych ludzi tam było? Przyznam szczerze, że pogubiłam się w nich. Może nie był dobry pomysł, by wprowadzać tylu bohaterów? XD
    Ostatnia strażniczka z linii żeńskiej? O co w ogóle chodzi, co to za strażniczka? :o Jeśli nie opierasz się na pamiętnikach, to nie wiem, muszę czytać dalej, żeby czegokolwiek się dowiedzieć XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj do pamiętników to raczej daleko tej historii jest.. rzeczywiście masz racę to nie był dobry pomysł. Zaszalałam xD
      Dziękuję za kom. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Piszesz tak wspaniale że przeżywam wszystkie emocje razem z główną bohaterką xd😉

    OdpowiedzUsuń

Na ile oceniasz mój blog :)

A ty co robisz ?

Obserwatorzy

Translate

Layout by Yassmine