02.09.2016

Rozdział 11

Zmiana, nie zawsze na lepsze
      Pierwsze co poczułam to straszliwy chłód, który przenikał przez każdą część mojego ciała, a gdy otworzyłam oczy zobaczyłam nad sobą małe światełka. Były ich  miliony. W pierwszej chwili myślałam, że to świetliki, no bo przecież co innego może się tak szybko poruszać, jednak po chwili gdy zmysły wszystkie powróciła zorientowałam się że to nie świetliki ale gwiazdy i to nie one się poruszają, tylko ja jestem przez kogoś niesiona. Uniosłam lekko głowę aby zobaczyć kto to. Zdążyłam jednak dostrzec kolor ciemnych oczu zanim oczy zaszły mi mgłą.
          Nim jednak zdołam zorientować się gdzie jestem wypluwałam z siebie wodę która jakimś cudem znalazła się w moim gardła. Łapałam łapczywie powietrza, bolały mnie uszy i nos, do tego ból w klatce uniemożliwiał mi myślenie. Gdy przestałam wyrzucać z siebie wodę, wróciłam do poprzedniej pozycji. Czułam w powietrzy zapach wanilii, a dotyk zimnych kafelek dał mi pewność, że jestem w sowiej łazience. Próbowałam otworzyć oczy, ale światło było zbyt jasne, wiec lekko je zmrużałam. Wtedy pojawił się nade mną cień, a raczej postać na której twarzy dostrzegłam strach i ulgę. Jack. W nogach dostrzegłam Iw a po prawej Cama z tym samym wyrazem twarz. Jak tylko się odezwałam cała trojka westchnęła z ulgi.
    - Co jest do choler?! – wykrztusiłam zachrypniętym głosem. 
       Co oni tu wszyscy robili, w mojej łazience w dodatku leżałam naga na podłodze. Och jacy oni kochani przykryli mnie ręcznikiem. Miałam ochotę zamknąć oczy zasnąć i nigdy się nie obudzić. Muszę wstać i jak najszybciej się ich pozbyć. Jak tylko podniosłam się odrobinę cala łazienka zawirowała.
    - Och - tylko tyle zdołałam wykrztusić
    - Lepiej nie stawaj – odezwał się Jack i jednocześnie dotykając mojej dłoni która spoczywała między moimi piersiami. I znów to poczułam, delikatne muśnięcie jak skrzydła motyla. Spojrzałam na Jacka i od razu wiedziałam że on również to poczuł. Pewnie tkwilibyśmy w tej pozycji jeszcze bardzo długo gdyby nie Iwet.
    - Dobra chłopaki. Wszystko jest pod kontrola, możecie już iść. -Gdy żadne z nich się nie ruszyło Iw na nich wrzasnęła- No już!
        Jack otworzył usta aby cos powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Głośno westchnął, ścisnął moją dłoń i wstał. Nie rozumiałam o co mu chodzi ale gdy stanął w drzwiach i na mnie spojrzał. Zdałam sobie sprawę , że czekał aż powiem aby został. Oczywiście nie mogłam tego powiedzieć, choć gdzieś tam na dnie serca właśnie tego pragnęłam. Aby został, przy mnie. Zacisnęłam mocniej usta, aby nie palnąć czegoś co później będę żałować. Gdy Jack zniknął za drzwiami wypuściłam ze świstem powietrze.
        Nie wiem jak długo tak leżałam i gapiłam się w sufit, ale z całych sił starłam się ignorować obecność dziewczyny. Może jak dalej będą ją ignorować to sobie pójdzie. Ta marzenia ściętej głowy. Pomyślałam. Robiło mi się już naprawdę zimno, a ona dalej siedziała obok mnie i się gapiła. Nie mogłam już tego znieść.
    - No co? – spojrzałam na nią.
    - Nic nie pamiętasz. – bardziej stwierdziła niż zapytała.
    - Czego nie pamiętam?- wysapałam zirytowana.
    - Byłaś nieprzytomna pod woda gdy Jack cię wyciągnął. Nie oddychałaś, twoje serce stanęło, reanimował cię bardzo długo Kat. –powiedziała, a ja nie mogłam w to uwierzyć, przecież… - Utonęłaś Kat. - wyszeptała.
           Utonęłaś, utonęłaś, utonęłaś… Ten jeden wyraz odbijał się w mojej głowie jak piłeczka kauczukowa której nie mogłam zatrzymać.
    - To jakiś absurd. – wyszeptałam. Ruda głośno westchnęła i pomogła mi wstać
    - Najpierw się ubierz, bo ta imitacja ręcznika za wiele nie zakrywa . Poczekam na ciebie w pokoju i wtedy pogadamy. - uśmiechnęła się zachęcająco i zostawiła mnie samą.
         Złapałam się za głowę, puszczając jednocześnie ręcznik. Chryste, jakbym miała w niej rój pszczół .Co tu się do cholery wydarzyło?! Opłukałam twarz zimna wodą, spojrzałam na swoje odpicie z całych sił starałam się skupić na pojedynczych obrazach jakie pozostały mi w głowie. Zobaczyłam tylko wielka zmarszczkę na moim czole.
      - Dupa! – milimetry dzieliły moja pięść a lustro. Byłam tak wściekła, że dopiero teraz usłyszałam jak woda
zaczęła wściekle szumieć w rurach a wokół mnie pojawiły się krople wody.
    - Nie, nie, nie – szeptałam spanikowana – cholera. – musiałam się jak najszybciej uspokoić. No już Kat uspokój się tak jak uczyła Amii. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech i wydech, czysty umysł. Tak właśnie tak. Wdech i wydech. Otworzyłam jedno oko, kropelki zniknęły a woda się uspokoiła. Odetchnęłam z ulgą, na dziś starczy mi podtopień.
            Ubrałam suchą bieliznę i okryłam się szlafrokiem. Byłam już przy drzwiach gdy zakręciło mi się w głowie. Musiałam oprzeć się o szafkę aby nie stracić równowagi. Zacisnęłam mocno oczy, teraz nie miałam głowy do rozmyślania co to wszystko znaczy. Za tymi ścianami znajdują się ludzie których w ogóle nie znam i których muszę się jak najszybciej pozbyć.
    – Kat ? - Podskoczyłam przestraszona. – Wszystko w porządku ?
    - Już wychodzę. – odkrzyknęłam  Iw.
           Wzięłam kilka uspokajających wdechów i zdecydowanym krokiem wyszłam z łazienki do pogrążonego w półmroku pokoju. Zamrugałam kilka raz, aby przyzwyczaić oczy do półmroku. Iw leżała na moim łóżku. Podeszłam bliżej i usiadłam po drugiej stronie, opierając się o poduszki. Zerknęłam na nią z ukosa, miała zamknięte oczy i oddychała miarowo. Zmarszczyłam brwi  nie mogę uwierzyć, że ona śpi. Musiał być naprawdę zmęczona skoro chwilę temu pukała do drzwi łazienki. Już miałam wstać i zgasić nocną lampkę, gdy zatrzymał mnie głos dziewczyny.
    - Już idziesz? Sądziłam, że masz mnóstwo pytań. – Spojrzała na mnie bursztynowymi oczyma. – chociaż wolałabym żebyś zrobiła to jutro.
           Spiorunowałam ją wzrokiem
    - Dobrze, czyli jednak będą pytania. – powiedziała do siebie.
           Otworzyłam buzię aby o co zapytać ale mina Iw mnie powstrzymała. Gapiła się na mnie robiąc przy tym dziwne miny. Zerknęłam na siebie czy aby przypadkiem nie siedzę przed nią nago, na szczęście nie. Więc o co jej chodzi. Już miałam o to zapytać gdy wypaliła.
    - Słoneczko wybacz, ale wyglądasz jakby cię coś przeżuło wypluło, znów przeżuło  i wypluło…. Drugą stroną.
    - Oh dzięki, od razu mi lepiej.- ułożyłam się obok niej. Gdy tylko moja głowa dotknęła poduszki poczułam jaka naprawdę jestem zmęczona. Rzuciłam okiem na zegarek, jęknęłam zrozpaczona kwadrans po północy, to jakiś żart.
    - Jak to możliwe, że byłam w łazience trzy godziny.- nie zdawałam sobie sprawy, że wypowiedziałam te słowa na głos póki nie usłyszałam odpowiedzi.
    - Na twoje nieszczęście dzisiejsze wspomnienie pojawiło się w nieodpowiednim momencie.- przerwała jakby nad czymś  się zastanawiała. – powiedz mi kiedy pojawiło się pierwsze wspomnienie.
    -Dzisiaj w pracy – odpowiedziałam bez namysłu. – Gdy skaleczyłam się w palec. Krew kapała mi z palca a ja patrzyłam na nią jak zahipnotyzowana. -  i bum pojawił się obrazy. - Próbowałam wyczytać cos z jej twarzy jakąś wskazówkę co to w ogóle znaczy i dlaczego teraz to wszystko się dzieje. A do tego doszły wyskoki moich „zdolności”.
    - Posłuchaj – usiadła po turecku  - wiem…. wiem, że jesteś zagubiona i skołowana tym wszystkim. – powiedziała łagodnie. – a jeśli masz jakiś problem z tymi twoimi.. – pomachała palcami jakby czarowała.          
        Skrzywiłam się na ten gest.
    - Ja tak nie robię – burknęłam
    - Nie ważne. Chodzi o to, że odkąd dowiedzieli się, że przeżyłaś wypadek wtedy się zaczęło…
    - Co się zaczęło ? – przerwałam jej
    - Polowanie Kat. – odpowiedziała po dramatycznej pauzie.
    - Polowanie na co? – o Boże. – na mnie, a co ja jestem Bambi do cholery?
    - Przepraszam nie chciałam aby to tak zabrzmiało. Zaczęli cię wszyscy szukać Kat. – opadła na plecy i oparła się łokciami aby mnie widzieć. – nawet sobie nie wyobrażasz co się ciało w pałacu gdy rada i zakon się dowiedzieli, że jednak żyjesz. Oczywiście zdaliśmy sobie sprawę, że skoro my wiemy to i Nathaniel, Rafael i ta suka Tessa. A co za tym idzie któreś z nich wysłało swoich ludzi, aby cię zlikwidowali. Jeszcze nie wiemy kto, ale nie martw się razem z chłopakami dowiemy się tego. Hmm… – zamyśliła się na chwilę. – Ja bym stawiała na ta zdzirę, ona nie lubi ślicznych lasek.
    - Nawet mnie nie widziała – weszłam jej w słowo.
    - Racja, racja. Ale kto wie… – zaczęła się głaskać po brodzi. Dziwnie to trochę wyglądało. – Cóż Rafael raczej chcę cię przeciągnąć na swoją stronę. Nathaniel on.. – przewala nagle. – Dlatego wysłali nas abyśmy cię odnaleźli i sprowadzili całą i zdrową do domu. – Uśmiechnęła się, jednak widząc moja minę przestała.
    -  Szkoda, że nie pojawialiście się szybciej. –powiedziałam z goryczą.
  - Wybacz, kiedy zaatakowali nas w parku Jack domyślił się, że próbują nas zatrzymać, kazał nam jak najszybciej do ciebie dotrzeć. Gdy dotarliśmy do twojego mieszkania, pierwsze co przyszło mi do głowy to, to , że Jack nas zabije. Ale na szczęście to nie ty leżałaś …
    - Przestań ! – zatkałam uszy.
          Przez chwilę siedziałyśmy w milczeniu. Nie miałam ochoty przypominać sobie tej sceny na nowo. Ale gdzieś w zakamarkach mojego umysły te wspomnienie próbuję znów mnie dręczyć . Nagle coś sobie przypomniałam.
    - Widziałam kilka dni temu jednego z was, a przynajmniej tak mi się wydaje. Dlaczego wtedy nie przyszliście do mnie? – powiedziałam z wyrzutem. – Może gdybyście to zrobili wystarczającą wcześnie Amii by żyła. -  poczułam na policzku samotną łzę szybko ja przetarłam, aby ruda jej nie zauważyła. Jednak ona na mnie nie patrzyła.
    - Wybacz kochanieńka ale te podchody to był pomysł Jack’a. Stwierdził ,że musimy ci poobserwować i upewnić się czy to na pewno o ciebie chodzi zakonowi. – przewróciła oczyma. – Chociaż od razu powiedziałam mu, że to o ciebie im chodzi, podejrzewam, że reszta . Ale osioł nie chciał mnie słuchać.
Zaciekawiła mnie jedna rzecz.
    - Skąd wiedziałaś, że to o mnie chodzi? - Popatrzyła na mnie bursztynowymi oczyma. Przechyliła delikatnie głowę wyglądała, jakby zastanawiała się czy powiedzieć prawdę. Cóż, jeśli skłamie będę wiedziała.
    - Po prostu jesteś do kogoś podobna – na jej szczęście powiedziała prawdę.
    - Do kogo? – byłam ciekawa. Zrobiła dziwna minę i zerwała się z łóżka.
    - Chodźmy, chłopcy czekają na nas w salonie. – zbyła moje pytanie, gdy zorientowała się, że ja nie ruszyłam z miejsca głośno westchnęła. – posłuchaj, jeśli pójdziesz ze mną wszystko ci wyjaśnimy zgoda? Bo sama tego wszystkie nie mam zamiaru ci mówić. – ten argument mnie przekonał. Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi. – Dobra dziewczynka. – przewróciłam oczami i wyszłam z pokoju.
          Stanęłam jak wryta , tego się nie spodziewałam. Iw stanęła obok mnie i również przyglądała  się tej scenie. Alex i Logan grali w karty a obok niech siedział Shadow i obserwował ich potyczkę. Na kanapie siedzieli Jack i Cam prowadzili ożywioną rozmowę, chociaż z mojej perspektywy wyglądają jak dwa ujadające na siebie wilki. Słyszałam strzępki ich rozmowy, ale nic z tego nie mogłam zrozumieć. Wszyscy przerwali w momencie gdy zobaczyli rudą która usiadła naprzeciw nich w fotelu. Spojrzeli na mnie a ja instynktownie ciaśniej okryłam się szlafrokiem, nie czułam się komfortowo z myślą, że pod spodem mam tylko bieliznę.
Jack wstał z kanapy, zanim jednak do mnie podszedł szybko go ominęłam i siadłam na kanapie. W tej samej chwili obok pojawił się Shadow, między mną a Cam’em, który siedział na drugim końcu. Spojrzałam na niego gniewnie, miażdżył mnie wzrokiem.
    - Co się gapisz?- nie chciałam aby to zabrzmiało tak ostro, ale sam się o to prosił. Co ja jestem eksponatem w muzeum.
    - Promienna jak zawsze – roześmiał się.
          Wilk położył przednie łapy i łeb na moje nogi i zamknął oczy. Wyglądał jakby spał. W tej chwili mu tego zazdroszczę. Westchnęłam, zaczęłam go głaskać może prześle mnie choć trochę swojego spokoju.
Cała kanapa była zajęta więc Jack musiał zadowolić się miejscem obok Iw. A raczej jego skrawkiem. Uśmiechnęłam się krzywo. Mam nadzieje, że jest mu nie wygodnie.
    - No dobrze zamieniam się w słuch. – powiedziałam patrząc na każdego z osobna.
          Iw oglądała swoje paznokcie, jakby były ósmym cudem świta. Chłopaki znów zaczęli grać a Cam.. cóż Cam miażdżył teraz wzrokiem swojego brata. Przeniosłam wzrok na Jack’a, który jak mi się zdaje pełni funkcję mówcy. Wyglądali jakby toczyli ze sobą rozmowę telepatyczną, którą jak widzę wygrał Cam. Zadowolony rozsiadł się wygodniej.
    - Dobra miejmy to z głowy. – przeczesał ręka włosy i na mnie spojrzał. Nagle w jego oczach pojawił się błysk, nie jestem pewna co ona oznaczał, ale mogę się założyć, że  to mi się nie spodoba – albo wiesz co, zrobimy tak. Ty pójdziesz się spakować a w czasie naszej niesamowitej podróży wszystko ci opowiem. – On chyba żartował. Jednak gdy nie zaprzeczył  zdałam sobie sprawę, że mówił poważnie.
    - Wybij to sobie z głowy – warknęłam – i wiesz co? Mogę ci nawet w tym pomóc. – uśmiechnęłam się krzywo.
    - Brawo Jack, z pewnością ją przekonałeś – roześmiał się jego brat.
    - Spróbować nie zaszkodziło. – westchnął zrezygnowany – uspokój się już –powiedział do mnie gdy zauważył, że patrzę na niego morderczym wzrokiem.
    - Oj, ja jestem spokojna – powiedziałam z drapieżnym uśmiechem.
  - Pewnie jak oaza – mruknął Alex. Rzuciłam chłopakowi mordercze spojrzenie, ale był zajęty grą aby to zauważyć.
    - Jack nie drażnij jej. – odezwała się ruda – chcemy jeszcze trochę pożyć.
   - Tylko mi nie przerywaj gdy usłyszysz słowa o których nigdy nie słyszałaś. - powiedział bardzo poważnie.                    Żyję na tym świecie zbyt krótko żeby usłyszeć o wszystkim, wiec nie wiem o co mu chodzi. – O dziwnych słowach. Jak tylko skończę będziesz mogła pytać. – och, świetnie jeszcze więcej niewiadomych. Jakbym miała mało ich w głowie. Pokiwałam tylko głową aby już zaczynał, bo nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam. Powieki mam tak ciężkie, że zaraz będę musiała podtrzymywać je zapałkami.
         Wstał z fotela i zaczął spacerować po pokoju.
    - Z pewnością nie słyszałaś o mieście Phoenix – już miałam odpowiedzieć że nie, ale jego spojrzenie mnie powstrzymało. – nie, nie słyszałaś. – to po cholerę pytał skoro znał odpowiedz. - Kiedyś nie miał on żadnej nazwy ale dziewczyna która przyszła na świat wszystko zmieniła. Panowała wtedy jesień a od kilku dni bardzo mocno wiało, momentami pojawiały się małe tornada. Wiatr z dnia na dzień robił coraz większe spustoszenie, drzewa walały się na domu, ludzie byli zmuszeni schronić się pod ziemię. Zanim jednak zaczęło się pogodowe szaleństwo, wiedźma z wioski miała wizję z przepowiednią. Jedna z kobiet mieszkająca w wiosce  przyniesie na świat dziewczynkę z mocą kontrolowania żywiołu powietrza. W czasie burzy narodziły się dwie dziewczynki jednak silne wiatry nie przestały niszczyć wioski, ale po dwóch miesiącach a dokładnie dwudziestego trzeciego  września w rodzinie Summerrose przyszła na świat dziewczynka i tego właśnie dnia na niebie pojawiło się słońce a na zewnątrz zapanował spokój. Oczywiście wszyscy się ucieszyli z wyjątkiem matki dziewczynki. Esmeralda czuła jednak, że jej córka nie będzie miła normalnego dzieciństwa, dlatego postanowiła utworzyć tak zwany zakon który miały utworzyć rodziny z każdej rasy. – rasy? Zmarszczyłam brwi, chciałam zapytać  czy chodzi mu o kolor skóry a maże różne narodowości, ale obiecałam mu, że nie będę przerywać. Wiec  słucham dalej jego dziwnej historii. - Postanowiono wiec, że będą to najpotężniejsze rodziny we wiosce. Pierwszą rodzinę jaką wybrali była oczywiście ta w której urodziła się strażniczka, Summerrose’owie byli ludźmi ale z jakiegoś powodu żyli o wiele dłużej niż normalny człowiek, następni zostali wybrani Thomson’owie ród wampirów, Mitchell’owie pokolenie czarodziejów i wiedźm, ostatnią rodzina jaka została wybrana była rodzina wilkołaków Meye’rowie. Naturalnie na czele rady miała zasiąść strażniczka, ale póki nie osiągnęła pełnoletności decydujący głos mieli jej rodzice. Alexis, tak miała na imię pierwsza strażniczka władająca powietrzem i jak na strażniczkę przystało wypełniała swe obowiązki w stu procentach. W wieku dwudziestu lat przestała się starzeć, nikt nie wiedziałam dlaczego ale Alexis wiedziała, wiedziała, że będzie żyła póki jest potrzebna by strzec granic trzech światów.- znów zajął miejsce obok Iw. -Ponad osiemdziesiąt lat po jej narodzinach została naruszona granica między światem istot nocy a zaświatami, zaczęła się krwawa wojna. Wielu wtedy poległo. Walka trwała godzinami, wszyscy obawiali się, że nigdy się nie skończy, aby pokonać wroga strażniczka musiała poświęcić swoje życie, by tego dokonać. Wszyscy byli zdruzgotani, gdy było po wszystkim. Wieszczka zapewniła ich, że gdy będzie potrzeba strażniczka znów się narodzi. I tak się też stało, po stu pięćdziesięciu latach narodziła się dziewczynka w kolejnym pokoleniu Summerrose nosiła imię Noemie i władała żywiołem wodą. Oczywiście postanowiono, że wraz narodzinami zmienia się również rada, naturalnie nadal zasiadały te same rodzi, ale kolejne pokolenie. – W tej właśnie chwili miałam ochotę mu przerwać ale jakaś cząstka mnie chciała wysłuchać reszty tej historii. Głupa cząstka. – Niestety Noemie rówież musiała po stu pięćdziesięciu latach poświęcić swe życie w walce aby ratować trzy światy. I tym razem wieszczka zapewniła, że gdy nadejdzie odpowiedni czas strażniczka się odrodzi.
     - Jack litości dziewczyna zaraz nam tu odleci – przerwał mu Cam, na co on spiorunował go wzrokiem godnym mordercy.
     - Cam ma racje, wiemy wszyscy, że jesteś fanem książki o Strażniczkach ale jak nie streścisz Kat tej fascynującej historii to napuszczę na ciebie Iw. – zagroził mu Alex. Jak na zawołanie ruda wyszczerzył białe zęby.
      - Dałem wam szansę abyście jej powiedzieli nikt nie chciał, więc teraz dzioby w kubeł. – odparł spokojnie Jack, na co reszta zaczęła marudzić pod nosem. Nie zważając na ich pomruki blondyn wrócił do opowiadanie. Jednak gdy spojrzał na moja znudzoną twarz, w oczach dostrzegłam, że się z nimi zgada. – Trzecia strażniczka Jasmine władała ziemią, zginęła wpadając w pułapkę sługusów stwórcy którego wygnała Alexis. Do dziś nikt nie wiem jak tego dokonali. Wszyscy sądzili, że aby zabić strażniczkę ona sama musi się poświęcić. Ale wrogowie znaleźli sposób. Czwarta strażniczka nosiła imię Tabitha i panowała nad ogniem. Wieszczka, która pisała przez wszystkie stulecia o strażniczkach w wielkiej księdze nie napisała nic z wyjątkiem tego że umarła w wieku stu lat. – zrobił dziwną minę - Gdy minęło ponad dwieście lat wszyscy stracili nadzieje, że pojawi się kolejna, przez te wszystkie lata było coraz gorzej dlatego utworzono szkołę dla istot nocy i ludzi którzy wiedzieli o istnieniu takich jak my, ten kto chciał służyć zakonowi uczęszczał do takiej szkoły i trenował. Miasto poszerzyło swe granice by pomieścić wszystkie rodziny. Gdy ukończyło się szkołę można wybierać życie w mieście i wyruszać na różne misje lub założyć rodzinę za granicami miasta. Dwadzieścia lat temu nadzieja powróciła do mieszkańców  gdy wieszczka zapowiedziała w czasie zebrania, że już niebawem na świat przyjdzie najpotężniejsza strażniczka. I tu dochodzimy do setna. – przerwał na chwilę jakby zastanawiał się czy mówić dalej. Szczerze nie miałam ochoty usłyszeć końca tej pokręconej historii. Czułam w kościach, że to mi się nie spodoba. Ale on nie zważając na moje przerażenie w oczach znów zaczął mówić – Piąta strażniczka przyszła na świat dwudziestego drugiego grudnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego szóstego roku i włada wszystkimi żywiołami –oczywiście musiał zrobić dramatyczną pauzę . - nosi imię Katrin. Ty jesteś właśnie piąta strażniczką, która zaginęła w wieku pięciu lat i którą musieliśmy odnaleźć.
          On chyba jaja sobie ze mnie robi. Jedyne co mogłam zrobić to się roześmiać. Chociaż nie mogę tego nazywać szczerym śmiechem. To było raczej histeria wymieszana z przerażeniem. Czułam na sobie wzrok każdego z nich, zaczynała mrowić mnie od tego skóra. Potarłam rękoma ramiona aby pozbyć się tego uczucia, ale moje staranie poszły na marne.
    - Oczywiście i wszystko jasne - jakimś cudem nie zadrżał mi głos. – więc…. no… ja…. tego… pójdę zadzwonić do najbliższego wariatkowa z którego uciekliście a wy tu grzecznie zaczekacie. – głos mi się załamał. Cholera, a myślałam, że niczego nie zauważą. Stuknęłam wilka aby zszedł mi z nóg a sama bardzo powili zaczęłam się podnosić.
    - Ona nam nie wierzy. – stwierdził Cam. Bystrzach. 
  - Pewnie, że wam nie wierze! – fuknęłam na niego – czego się spodziewaliście?. Że wsiądę ochoczo do waszego samochodu i odjadę w stronę zachodzącego słońca. - warknęłam. Musze dostać się do telefonu.– Macie nie równo pod sufitem. – Napuszczę na nich Shadow to powinno ich trochę zająć. Jak na zawołanie wilka wyszczerzył ostre kły a z gardła wydobyło się warknięcie. – Będzie prościej jak powiedzie mi co to za szpital.
     - Daj spokój Kat – odparła Iw, Shadow na nią warknął na co ona uniosła ręce. – musisz nam uwierzyć, to wszystko co powiedział ci Jack to prawda. – powiedziała spokojnie.
     - I nie uciekliśmy z żadnego szpitala. -  odezwał się Logan, spojrzałam na niego bo nie wypowiedział żadnego słowa odkąd weszłam do salonu. Uśmiechnął się aby załagodzić sytuacje.
    - Ta jasne. Nie wmówicie mi, że wampiry, wilkołaki, czarodzieje i wiedźmy istnieją. – prychnęłam – I na dodatek, że jestem jakąś tam strażniczką. Mowy nie ma. – cofnęłam się o dwa kroki.
     - Cóż jest jeszcze wiele innych istot – otworzyłam szerzej oczy – ale opowiem ci o nich innym razem.
    - Skoro nie wierzysz w to co mówię – na jego tworzy pojawił się drapieżny uśmiech. Nie zapowiada on nic dobrego. – trzeba będzie ci to pokazać.
          W pomieszczeniu zapanowała martwa cisza a powietrze zrobiło się tak gęste, że można go było kroić nożem. Oczy Jacka dziwnie błysnęły, sekundę później zaczęło się szaleństwo. Wszystko działo się tak szybko.
 Pobiegłam w stronę drzwi a Shadow rzucił się na Cama który stanął mu na drodze. Stanęłam przerażona przed Jack’iem który był już przy drzwiach.
     - Wampiry istnieją Aniele, a ja jestem jednym z nich. – zęby Jack’a błysnęły w mroku, ukazując w pełnej krasie dwa ostre kły.
          Przerażenie i szok odcięły mój mózg od ciała, nie mogłam się poruszyć.


Dzięki Ci Boże za skończenie rozdziału. Już myślałam, że go nie ukończę. Bywały naprawdę bardzo piękne dni, że aż żal było z nich nie skorzystać na dodatek tyle razy zmieniałam końcówkę, że straciłam nadzieję. A mam namyśli moment gdy Jack zaczął opowiadać Kat o jej korzeniach i kim jest. Oczywiście nie wszystko zostało wyjaśnione w kolejnych rozdziałach Kat będzie się dowiadywać coraz więcej. Wiec co myślicie o tym rozdziale ? Ciekawy? Chcecie kolejne? Piszcie kochani w komentarzach. I oczywiście wyłapujcie błędy, przeczytałam go tylko raz więc pewnie jakieś się zakradły, małpiszony he. Teraz będę mogłam spokojnie nadrobić u was zaległości.                                                                                         Buziaki kochani. 

Na ile oceniasz mój blog :)

A ty co robisz ?

Obserwatorzy

Translate

Layout by Yassmine