07.12.2014

Rozdział 7

Serce i rozum nigdy nie idą w parze

Siedziałam na kanapie w salonie z „ludźmi”, którzy powinni istnieć tylko w książkach. Zastanawiałam się, co ja tu w ogóle robię. Wpatrywałam się pustym wzrokiem w dywan, w pewnym momencie  spostrzegłam plamę. W mojej głowie pojawiły się wspomnienia z tego dnia, kiedy pojawiła się wyblakła już plama.

- Amii!! – Krzyknęłam na współlokatorkę – Pośpiesz się proszę, kolacja ci ostygnie!

- Idę już, idę!- Odkrzyknęła uradowana.

Co ona taka w skowronka? I wtedy przypomniałam sobie, że jeszcze dziesięć minut temu Amii miała „przyjaciela” w swojej sypialni. Przewróciłam oczyma. Cała Amanda, nic tylko imprezy i chłopaki dobrze, że pracy nie zmienia tak często jak tych nieszczęsnych mężczyzn. Podziwiam ją, że znajduję czas na to wszystko.

- Masz sos na nosie skarbie- Powiedziała do mnie, a ja przestraszona upuściłam miseczki ze spagetii na nowy dywan.

- Amii, na litość boską i spójrz, co narobiłaś- powiedziałam z wyrzutem.

Chciałyśmy posprzątać cały ten bałagan, ale Shadow nas ubiegł i zaczął wyjadać makaron z podłogi.

- Widzisz? Nie musimy już sprzątać – powiedziała rozsiadając się wygodnie na kanapie. – Gdybym wiedziała, że w naszym mieszkaniu jest żywy odkurzacz, to nie zamawiałabym nowego.- Dodała ze śmiechem. Spojrzałam na nią i obie zaczęłyśmy się śmiać jak wariatki.

-Katrin… Katrin…! – Usłyszałam natarczywy głos, który sprowadził mnie do rzeczywistości. Potrząsnęłam głową, aby pozbyć się wspomnień z przeszłości.

Gdy wróciła mi ostrości widzenia, przed sobą ujrzałam Jack’a z kamienną miną. Choć jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć, w oczach jednak dostrzegłam zmartwienie i troskę. Dziwne, raz jest na mnie zły a za chwilę jest gotów wskoczyć za mną w ogień. Zignorowałam go i rozejrzałam się po salonie zaskoczona stwierdziłam, że prócz nas nie ma tu nikogo. Jakby czytając mi w myślach Jack odpowiedział na moje niewypowiedziane pytanie.

-Poprosiłem, aby zostawili nas samych.- Powiedział rozsiadając się wygodniej na kanapie.– Chyba tobie to nie przeszkadza? - Dodał po chwili wahania.

Czy mi to nie przeszkadza? Oczywiście, że tak. Nie mogę znieść przebywania z tobą w jednym pomieszczeniu a tym bardziej siedzenia z tobą na jednej kanapie, nie lubię cię i jesteś dla mnie nie miły. Na domiar tego, gdy na mnie patrzysz serce zaczyna bić mi jak oszalałe, a przez całe moje ciało przechodzi dreszcz. Zamiast po prostu powiedzieć to wszystko na głos, moje usta postanowiły żyć swoim życiem.

- Nie. Jasne, że nie.- Mam nadzieje, że nie zauważył drżenia w moim głosie.

Za te słowa powinnam zdzielić się w twarz, i to porządnie. Ale jeśli chce dostać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, będę musiała znieść jego towarzystwo na parę minut. W najgorszym wypadku na parę godzin.

-Możesz zaczynać.- Powiedziałam, aby przerwać niezręczną ciszę. I żeby mieć to już z głowy.

Skrzyżowałam nogi w wygodnej pozycji. Zaskoczona zauważyłam, że on również tak siedzi. Spojrzałam na chłopaka, na co on wykrzywił usta w uśmiechu. Przez całe moje ciało przeszedł dreszcz a mózg zamienił się w papkę. Jasna cholera, muszę panować nad ciałem, inaczej nie wyjdzie mi to na dobre. Na szczęście, mogłam skupić wzrok na  Schadow, który ułożył się miedzy nami. Wtuliłam dłonie w jego sierść, od razu poczułam się lepiej.

-Możesz zrobię coś do picia? Zanim zacznę. –Zapytał.

- Nie! – Krzyknęłam- To znacz.. Nie dziękuję.-Powiedziałam spokojniej – Możesz zaczynać- Dodałam, bo zamilkł.

-Zgoda. Od czego by tu zacząć. –Zastanawiał się.

-Od początku. – Wtrąciłam.

- Nie przerywaj dziewczyno.- Spiorunował mnie wzrokiem.

Pokiwałam głową, że już nie będę. Przeczesał dłonią włosy, ten drobny gest sprawił, że serce zabiło mi jeszcze szybciej.

-Powiem ci tylko tyle ile powinnaś w tej chwili wiedzieć.- Wyjaśnił- Zanim zaprotestujesz. Tych informacji jest zbyt wiele abyś pojąć to od razu. – Dodał zanim się odezwałam.

- Dobrze, już dobrze. Nie będę już nic mówić.- Obiecałam.

-Mam nadziej.- Mrukną pod nosem. -Zacznę od tego, że istnieje świat, w którym żyją istoty takie jak ja i moi przyjaciele.

- Jakie? – To było silniejsze ode mnie. Spiorunował mnie wzrokiem, ale odpowiedział.

-Między innymi  wróżki, nimfy, upadłe anioły, elfy i zmiennokształtni oraz ludzie ze zdolnościami takimi jak ty. I nie waż mi się zaprzeczać, że jest inaczej-zagroził.- Dałaś nam mały pokaz parę godzin temu. Mówi się o nas istoty nocy, i ty Katrin jesteś jedną z nas. W naszym, świecie jesteś bardzo wyjątkowa. Jako jedyna potrafisz kontrolować wszystkie żywioły…

- Żywioły? - Nie mogłam powstrzymać pytania i mu przerwałam.

- Tak. No wiesz woda, ogień, ziemia, powietrze. Ty Moja droga masz nad nimi władzę. – Rzekł poważnie

- Chyba żartujesz. Pomyliłeś mnie z kimś, potrafię tylko unosić przedmioty. – Aby podkreślić swoje słowa uniosłam siłą woli stolik stojący przed nami. – Widzisz.- Wzruszyłam ramionami i spojrzałam, z powrotem na niego.- Powtórzę to jeszcze raz, pomyliłeś mnie z kimś.

-Nie.- pokiwał przecząco głową. Spojrzał mi prosto w oczy i wyrzucił z siebie słowa jak karabin maszynowy-  Jesteś Katrin Rosalie Anabel Summer, a prawdziwe twoje nazwisko to Summerrose. Twoi rodzice Rosalie i Richard zginęli w wypadku samochodowym, w którym uczestniczyłaś, gdy miałaś pięć lat. Tego samego roku zostałaś adoptowana przez Stefana i Izabell Summer.

 Przerwał i obserwował moją reakcję. Jednak moja twarz nie wyrażała niczego. Gapiłam się tylko na niego, jak wół na malowane wrota. Nawet nie wiedziałam, że posiadam aż trzy imiona. W głowie jednak miałam tylko jedno pytanie.

-Znałeś moich biologicznych rodziców? – Zapytałam wstrząśnięta.- Pytałam o to moich rodziców, ale za każdym razem zbywali mnie. A gdy nie dawałam im spokoju powiedzieli mi, że ich nie znali. Miałam im trochę za to złe, jednak po jakimś czasie odpuściłam i nie drążyłam tematu.- Paplałam jak nakręcona.

- Nie znałem twoich biologicznych rodziców. Jeśli Ci to pomoże to mieszkali w naszym świecie. A ty wraz z nimi. – Pocieszył mnie

- Tak skaczę z radość – Powiedziałam z sarkazmem. Jednak po chwili zastanowienia dodałam.- Zaraz, zaraz, czyli ktoś tam na pewno ich znał, może ma nawet zdjęcia. Prawda?-  Zapytałam ożywiona.

- Możliwe, że tak. – Nagle spojrzał na zegarek i się przeciągnął. – No dobrze Aniele, na dziś wystarczy pytań. To był naprawdę ciężki dzień dla ciebie powinnaś odpocząć.- odezwał się ciepło.

- Nie jestem zmęczona. No może troszeczkę, ale chce wiedzieć jeszcze jedno. Kto zabił moją przyjaciółkę?- Powiedziałam twardo dając mu do zrozumienia, że nie odpuszczę.

- Jeśli ci powiem, pójdziesz spać? – Zapytał. Pokiwałam tylko głową, że umowa stoi.- No wiec dokładnie nie wiem, kto ją zamordował.- szepnął.

- Nie wiecie?- Spytałam wstrząśnięta i wściekła jednocześnie. – Co to do cholery znaczy, że nie wiecie!- warknęłam

-Uspokój się proszę. Nie wiemy, kto dokładnie ich na ciebie nasłał, ale mamy paru podejrzanych . – Powiedział łagodnym głosem.

- Ale dlaczego ktoś w ogóle chciał mnie zabić? Przecież ja nic nikomu nie zrobiłaś – Powiedziałam zmęczonym głosem.

Pochodzisz z potężnego rodu Kat. Jeszcze parę dni temu wszyscy uważali, że nie ma dla nas nadziei. Jesteś ostatnia dziewczyną, która ma władzę nad żywiołami, a gdy nadejdzie dzień przesilenia staniesz się jeszcze potężniejsza. Dlatego dla niektórych jesteś zagrożeniem.- I znów regułka. Zaczyna mnie to irytować.

A może ja tego nie chcę? Do dziś żyło mi się bardzo dobrze Jack. Zresztą zadałam ci jedno proste pytanie, a ty sprawiłeś, że w głowie mam jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi.- Powiedziałam sfrustrowana.

- Wybacz. Mówiłem, że jest tego zbyt dużo abyś pojęła to w jedną noc.- Powiedział przepraszającą.

Słyszałam w jego głosie, że naprawdę mu przykro, więc dałam mu spokój z dalszymi pytaniami. Jeszcze nie przetrawiłam wiadomości, że pochodzę z innego świata i że taki w ogóle istnieje.

-Masz rację, powinnam się położyć.- Przyznałam mu rację i ruszyłam do swojej sypialni. Jednak pewna myśli kazała mi jeszcze chwilę zostać. Odwróciłam się do Jacka, który również już wstał.

-Zostaniesz. To znaczy, czy mógłbyś zostać? Nie chcę być teraz sama w mieszkaniu.- Powiedziałam zakłopotana. Musiał dostrzec strach w moich oczach, bo jego rysy złagodniały a w oczach pojawił się ciepły plask.

- Oczywiście Aniele. – Powiedział łagodnie.

Mimo woli odwzajemniłam uśmiech. Podeszłam do szafy z pościelą, wyjęłam poduszkę i koc. Przez całą drogę czułam na sobie jego przenikliwy wzrok.

- Proszę, możesz spać na kanapie. -Powiedziałam podając mu rzeczy

- Dzięki. Nic się nie martw, będę tusz za drzwiami. - szepnął

Dotknął delikatnie mojego policzka. Gdy poczułam jego szorstką a zarazem delikatną dłoń, przez moje ciało przeszedł dreszcz. Najgorsze było to, że podobało mi się, gorzej pragnęłam więcej. W jego oczach dostrzegłam, że myśli o tym samym. Upuściłam wszystko na podłogę, ale żadne z nas nie zwróciło na to najmniejszej uwagi. Nie miałam pojęcia czy mi się wydawało, czy też nie, ale jego twarz była coraz bliżej mojej. Nasze usta dzieliła niewielka przestrzeń, jednak w ostatniej chwili rozum wziął górę nad emocjami.

-Musze już iść. Dobranoc. –Powiedziałam odsuwając się od niego i pobiegłam do swojego pokoju. Zanim jednak drzwi się za mną zamknęły usłyszałam jak mówi.

-Dobranoc Aniele. – Wyszeptał.

Zatrzasnęłam drzwi i oparłam na nie głowę. Były chłodne, ale tego właśnie potrzebowałam, ochłody, w głowię miałam pikantną wizję. Jack’a całującego moje usta. Nie mogłam pozbyć się tego obrazka, jednocześnie pragnęłam, aby stało się to rzeczywistością. To jakiś absurd, muszę zachować dystans między nami.

-Taka sytuacja nie może się powtórzyć.- Powiedziałam do siebie.- A ty mi w tym pomożesz. – Ostatnie słowa skierowałam do wilka. Który jakimś cudem zdążył wejść tu za mną.

Pozbierałam się do kupy i przebrałam w pidżamę. Przebrana weszłam wykończona do łóżka i okryłam aksamitna kołdrą. Zawołałam Shadow, aby spał razem ze mną. Chciałam poczuć jego miękkie futro w dłoniach, i choć na krótką chwilę zapomnieć o dzisiejszym wieczorze.
Dopiero, gdy położyłam głowę na miękką poduszkę, poczułam jak naprawdę jestem zmęczona. Przytuliłam się do wilka, jego zapach zadziałał na mnie kojąco. Zasypiałam z myślą o zemście na potworach, którzy odebrali mi przyjaciółkę.
           
        ***(wtorek. wczesny ranek)
Gdy się przebudziłam czułam, się jak wrak. Wczorajszy dzień zadawał się być tylko okropnym koszmarem. Jednak gdy całkowicie się wybudziłam, moje nadzieje zostały rozwiane przez obrazu pojawiające się w mojej głowie. Nie miałam ochoty w ogóle wychodzić z łóżka. Lecz gdy wyczułam mokrą poduszkę usiadłam zmarszczyłam brwi. Mokra poduszka wskazywała na to, że płakałam jednakże nie pamiętam abym robiła to przed snem. Z głośnym westchnieniem padłam z powrotem na poduszki.

-Jak się spało Aniele? – Usłyszałam obcy głos tuż obok.

Przestraszona zerwałam się z łóżka. Gdy spojrzałam na miejsce skąd dobiegł głos, zobaczyłam Jack’a siedzącego na fotelu.  Z głupkowaty uśmieszek, który nie schodził mu z twarzy, nawet jak piorunowałam go wzrokiem.

-Wybacz nie chciałem cię przestraszyć.- Powiedział rozbawiony.

- Co ty tu robisz do choler!?- Warknęłam na niego.

-Usłyszałem krzyk, więc przybiegłem sprawdzić, co się dzieje. Na szczęście to był tylko zły sen.- Wytłumaczył się- A gdy już przestałeś, zaczęłaś płakać.- Odruchowo dotknęłam policzka.- Stąd mokra poduszka. Chciałem cię obudzić, jednak w ostatniej chwili się powstrzymałem. Wiedziałem jak bardzo potrzebowałaś snu.

- Dzięki.- Nic innego nie przychodziło mi do głowy.

Tym bardziej, że patrzył na mnie jak wygłodniały wilk. Dostrzegłam się w lustrze stojące za wampirem zorientowałam się, dlaczego tak pożera mnie wzrokiem. Stałam przed nim w cieniutkiej koronkowej koszuli nocnej. Wściekła na niego i na siebie, skrzyżowałam ręce na piersi. Spiorunowałam go wzrokiem nie mogłam pozwolić, aby zauważył, że moje ciało zareagowało na jego gorące spojrzenie. Ta cisza między nami stawała się już nie do zniesienia. Poczułam jak na policzkach robią mi się rumieńce. Nie wiedziałam czy to ze wstydu, czy dlatego, że miałam wielką ochotę zaciągnąć go do łóżka.

- Ubierz się Aniele. Ja zrobię śniadanie. - Ruszył do wyjścia. Nie widziałam jego twarzy, ale w głosie usłyszałam, że się śmieje.

Nic na to nie powiedziałam, bałam się, że głos mnie zdradzi, co tak na prawdę chodzi mi po głowie. „No pewnie głupia nie musiałaś w ogóle otwierać ust. Twoje ciało zrobiło to za ciebie”. Odezwał się cichy głosik w mojej głowie.
Spojrzał z utęsknieniem na łóżko, czułam się fatalnie, fizycznie jak i psychicznie. Oddałabym wszystko, aby wczorajsza noc była tylko koszmarem. Podeszłam do komody i wyjęłam z niej czyste ubrania, jeansy  i czarnobiały top. Już miałam zamknąć drzwiczki, gdy kątem oka dostrzegłam kremowy sweter, który pożyczyłam od Amii. W oczach poczułam łzy, zacisnęłam mocno powieki, nie mogłam  pozwolić sobie teraz na płacz. Zatrzasnęłam drzwiczki komody i nie oglądając się za siebie ruszyłam szybkim krokiem do łazienki. Spojrzałam jeszcze na Sadow’a.

- Ty mój drogi ze mną nie idziesz. Szoruj do kuchni i pilnuj naszego gościa.- Powiedziałam i go wypuściłam.

W końcu weszłam w spokoju do łazienki. A gdy stanęłam przed lustrem nie mogłam uwierzyć, że dziewczyna, którą w nim zobaczyłam byłam ja.
Długie sprężyste loki były splątane, co dawało efekt gniazda dla ptaków. Blada cera podkreślała ciemne worki pod oczami, przez co kolor tęczówek wydawał się jeszcze czarniejszy. Westchnęłam zrezygnowana i weszłam pod prysznic. Gdy pierwsze krople dotknęły wrażliwej skóry, jęknęłam z rozkoszy. Czułam się jak w niebie.

Nie wiem jak długo byłam w moim „niebie”, ale gdy usłyszałam natarczywe pukanie do drzwi, wróciłam do „piekła”. Wkurzona owinęłam się ręcznikiem, bo dobrze wiedziałam to zakłóca mój spokój

-Kat?! Kat nic ci nie jest?!- Zapytał zdenerwowany. Jednym szarpnięciem otworzyłam drzwi.

- Co jest z tobą nie tak? – Zapytałam wkurzona- Nic mi nie jest. – Dodałam i miałam w nosie to, że stoję przed nim w samym ręczniku.

- Pukałem przez dobre pięć minut, ale nie odpowiadałaś. – Powiedział zaniepokojony- Myślałem, że coś ci się stało.- Zlustrował mnie od stóp po samą głowę. Gdy już skończył spojrzał mi w oczy.

- Jak widzisz nic mi nie jest.- Prychnęłam. Czułam, że lada moment moje policzki obleją się rumieńcami. Nie mogłam znieść jego spojrzenia. Musiałam jak najszybciej zakończyć tą rozmowę- A teraz, jeśli pozwolisz wrócę do swoich zajęć. - Zatrzasnęłam drzwi nie czekając na jego odpowiedź

- Wow. – Wyrwało mi się z ust.

Wzięłam się w garść i ubrałam. Podeszłam do lustra i stwierdziłam, że wyglądałam trochę lepiej, może nie idealnie, ale przynajmniej na twarz powróciły kolory.

- Choć na policzkach o wiele za dużo.- Burknęłam do swojego odbicia.

Zrobiłam delikatny makijaż. A gdy już skończyłam spojrzałam jeszcze raz w swoje odbicie. Całe szczęście wyglądałam jak żywa dziewczyna a nie jej cień. Nałożyłam jeszcze błyszczyk i wyszłam, aby spotkać się ze swoim przeznaczeniem.
Gdy stanęłam na progu kuchni uderzyły we mnie znajome zapachy. Przez chwilę spodziewałam się zobaczę stojącą Amii przy kuchennym stole. Niestety zamiast przyjaciółki zobaczyłam siedzącego na jej miejscu niebieskookiego blondyna czytającego gazetę.

-Siadaj proszę, śniadanie gotowe.- Powiedział nie przerywając lektury.

Podeszłam ostrożnie do stołu i usiadłam na przeciw chłopaka. Umierałam z głodu, ale gdy zobaczyłam, co mam na talerzu, straciłam apetyt. Omlet z bekonem i tostami, takie śniadanie codziennie serwowała mi Amii. Nagle całe danie rozmazało mi się przed oczami, po chwili zorientowałam się, że oczy zalały mi się łzami. Przetarłam je szybko wierzchnią dłonią, aby nie zobaczył, że płaczę. Odsuwając talerz od siebie dostrzegłam, że Jack mi się przygląda.

- Nie lubisz omletu?- Zapytał zdziwiony.

- Wręcz przeciwnie.- Powiedziałam i złapałam w obie ręce kubek z kawą, aby zająć czymś ręce.

-Więc, o co chodzi?-  Nie dawał za wygraną.

Nie oderwałam wzroku od kubka. Bałam się, że dostrzeże ślady łez w moich oczach. Nie chcę żadnego współczucia z jego strony, nie jest mi to do niczego potrzebne. Jednak, gdy usłyszałam jego głos. Coś we mnie pękło.

-Aniele. – Odezwał się ciepło. Nie mogłam już dłużej wytrzymać i uniosłam głowę.

- Strasznie za nią tęsknie- Powiedziałam łamiącym głosem.

-Wiem, ale musisz być silna. Dla Amandy, a przede wszystkim dla siebie. – Szepnął

Nie mogłam nic z siebie wydusić, zdołałam tylko kiwnąć głową. Najwidoczniej zrobiłam to mało przekonującą, bo uśmiechnął się dodając mi otuchy. Starałam odwzajemnić uśmiech, ale wyszedł mi tylko grymas.

Głośno westchnęłam, a gdy chciałam wziąć widelec i trochę zjeść, Jack przykrył moją dłoń swoją. Wstrzymałam oddech, spojrzałam w jego szmaragdowe oczy i świat stanął w miejscu. Nagle wszystko wokół nas przestało istnieć, byliśmy tylko my.




Witam po tak straszliwej długiej przerwie. Miałam małe problemy z laptopem do tego praca, i tak jakoś nie mogłam znaleźć dla was wolnej chwili, aby skończyć prędzej. Rozdział mi się podoba, może za wiele się w nim nie dzieje, ale z każdym rozdziałem akcja się rozkręci. Więc bez obaw, przed Kat i jej przyjacielem jeszcze długa trudna droga do przebycia. Po skończeniu czytałam go tylko raz więc pewnie jakieś błędy się znajdą, śmiało możecie pisać o moich wpadkach w komentarzach. A od jutra nadrabiam czytanie waszych blogów.
Buziaki Patra.

8 komentarzy:

  1. Och dobry Boże! *-* Hejka! Tu Twoja czytelniczka! :3
    Wyczekiwałam i wyczekiwałam i wreszcie! Przeczytałam go jednym tchem *-* Bardzo mi się podoba :)
    Bardzo dobrze, że ten rozdział był spokojny. Poprzedniego zginęła Ami, w jej domu pojawiło się kilkoro gości i inne takie sprawy, więc bardzo dobrze, że jest spokojniej.
    Na początku chcę powiedzieć, że bardzo spodobały mi się jej przeżycia. Właśnie tego się spodziewałam, po dziewczynie, że będzie płakać i tęsknić po stracie przyjaciółki. Z kolei Jack, troszkę mnie zaskakuje. Raz jest trochę oschły, a z drugim razem miły. Odnoszę wrażenie, że od początku zabiega o jej względy, niekoniecznie coś do niej czując, ale to mogą być tylko moje domysły. Podoba mi się to, że Katie nie rzuca się na niego, wręcz jak najbardziej stara się ograniczyć te myśli.
    Jeśli chodzi o pozostałość, to zauważyłam literówki, dodatkowo, czasami jest normalne ,,a" zamiast ,,ą". To by było wszystko z mojej strony :)
    Ściskam mocno i serdecznie. Życzę weny i mam nadzieję, że nie będę musiała tyle czekać na następny rozdział :) Oczywiście rozumiem brak czasu, wielu ludzi się z tym zmaga.
    Pozdrawiam gorąco i życzliwie :*
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh dziękuję za tak wylewny komentarz. Tak myślałam, że nie obejdzie się bez błędów. Cieszę się, że Ci się podoba.
      Co do Jack'a to mogę tylko powiedzieć, że nie chce oby jego przyjaciele dowiedzieli się , że coś zaczyna się dziać między nim a Kat ;) Między nimi wisi zakazana miłość. ;)
      Tyle mogę zdradzić :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  2. nadrobiłam i powiem szczerze, że z przyjemnością :) Kurcze szkoda mi tylko Amii , no ale jak wiadomo ofiary czasem muszą być. Ciekawa jestem rozwinięcia akcji no i tego co będzie się działo między Kat i Jack'em bo myślę że sporo się będzie działo. Tak więc będę tu wpadała na pewno częściej choć wydaje mi się, że będziesz tak kochana i poinformujesz mnie o nowych rozdziałach bo ciekawość mnie zje :D Jeśli chodzi o błędy to nie przywiązuję do nich jakiejś większej uwagi czytając ( ty jesteś Dyslektykiem ja mam problem z dysortografią . Wkurzają mnie ludzie którzy tego nie rozumieją twierdząc że to wyssane z palca. Przypuszczam że masz tak samo. ) Tak więc życzę duuuuużo weny i jeszcze więcej :D czekam na next
    Buziaki :*

    Ps u mnie notka powinna pojawić się albo dzisiaj albo jutro ;)
    http://taniec-z-wampirem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie że Ci się podoba, to wiele dla mnie znaczy ;) Uśmierciłam Amii bo musiałam znaleźć dobry powód aby Katrin wyjechała z miasta i jakoś nie znalazłam odpowiedniego miejsca dla Amandy. A co do Kat i Jack'a to miedzy nimi będą wzloty i upadki a do ich "romansu" to szybko nie dojdzie, chcę się z nimi trochę podroczyć :D Serdecznie pozdrawiam :*

      Usuń
  3. Czy mi się wydaje, czy coraz rzadziej zaczynasz dodawać rozdziały? Eh. A tak ogólnie to...
    Cześć!
    Poprzedni rozdział którego nie skomentowała, więc zrobię to teraz w dwóch zdaniach, zupełnie mnie zaskoczył. Ami nie żyje, w dodatku Katrin poznała pewnych tajemniczych jegomości którzy nawiedzili jej dom. Zorientowałam się, że Katrin posiada umiejętność telekinezy, skoro rzucała nożami na prawo i lewo, zupełnie tak jak moja bohaterka. Ubzdurałam sobie telekinezę, i musiałam ją mieć. Dlaczego ten wampir do cholerny mówi do niej aniele? Eh. Pannę zobaczył i już musi ją wyzywać od aniołów! But, wait! Nie dość, że telekinetyczka, to jeszcze potrafi władać czteroma żywiołami? Fuck! Nikki przejawia tylko telekinetyczne zdolności, ale kiedy przeczytałam o tych żywiołach to spodziewałam się po prostu... Czegoś oryginalniejszego. Ale dlaczego między nimi zrodziło się to napięcie seksualności, skoro oni znają się zaledwie... Ledwie? Ja mam nadzieje, że z ich relacji nie powstanie kolejne zmierzchowe romansidło i ja to wiem :) liczę na rozbudowanie tego wątku i jeśli dojdzie między nimi do tego, to lepiej żeby się zabezpieczyli, bo jak wiadomo seksie z wampirem grozi urodzeniem hybrydy osiem miesięcy przed terminem! Pozdrawiam i informuj o nowościach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nie wydaję Ci się. W tygodniu pracuję więc nie mam za wiele czasu żeby trochę popisać. Ale postaram się pisać najszybciej jak tylko mogę aby nie trzymać was zbyt długo w niepewności:)
      Katrin nie posiada zdolności telekinezy tylko ma władzę nad żywiołami, najmocniejsza jest w żywiole powietrza stąd te latające noże.
      A co do Kat i Jack'a to powiem tylko tyle, że łączy ich zakazana miłość, a to tylko potęguję pragnienie siebie wzajemnie :) Obiecuję że nie będzie to romansidło zmierzchowe, Katrin będzie się trzymać na dystans od Jack'a więc prędko nie zbliżą się do siebie.
      Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za komentarz bardzo to doceniam :*

      Usuń
  4. Dotknęło mnie jedno wyrażenie z początku. Napisałaś, że siedziała z ludźmi, którzy istnieć powinni tylko w książkach, a tymczasem, o ile dobrze pamiętam, a poprzednich rozdziałach użyła na nich jakiejś "swojej mocy", czy coś? Więc nie powinno być to dla niej takie "wow!" :x
    "Możesz zrobię coś do picia? Zanim zacznę. –Zapytał." - błędzik, jakbym nie przeczytała drugi raz, to dalsza część tekstu nadal byłaby dla mnie niejasna ;)
    'Ale dlaczego ktoś w ogóle chciał mnie zabić? Przecież ja nic nikomu nie zrobiłaś" - tu znowu literówki, zmieniające kompletnie sens zdania.
    " będę tusz za drzwiami. - szepnął" - tusz? Do rzęs?
    Tuż* kochana :)

    Rozdział dość zajmujący, wyjaśniający to, co będzie się działo dalej. Dowiedzieliśmy się przede wszystkim, jak mniej więcej wygląda świat, w którym Kat będzie brała udział. Całkiem fajnie to przemyślałaś, choć w tekście tkwi reszta problemu, by wyglądało to lepiej, ale pewnie z biegiem czasu powinno to wejść Ci w krew.

    Wybacz, że nadrabiam tak rzadko, ale czytam kiedy mogę, a mam wiele blogów do przeczytania.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka moja zmora z tymi literówkami ;/
      Ale dzięki za zwrócenie uwagi.
      Na prawdę doceniam twoje komentarza są dla mnie jak porządny kopniak w tyłek.
      w porządku rozumiem jesteśmy tylko ludźmi a niestety doba ma tylko 24 godziny xD
      Jeszcze raz dzięki za czas, który poświęcasz na czytanie u mnie :)

      Usuń

Na ile oceniasz mój blog :)

A ty co robisz ?

Obserwatorzy

Translate

Layout by Yassmine