03.04.2015

Rozdział 9

ZAUFANIE TO ODWAGA. WIERNOŚĆ TO SIŁA
No to tyle jeśli chodzi o wyjście nie zauważona. Znajdowałam się  niebezpiecznie blisko jego twarzy, więc zrobiłam krok w tyłu. Miałam  już na języku dobrą wymówkę, ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie. Nie miałam zamiaru tłumaczyć się obcym ludziom.  Jestem w swoim mieszkaniu więc mam wszelkie prawo z niego wychodzić i wchodzić kiedy mi się tylko podoba. Skrzyżowałam ręce na piersi i spojrzałam mojej przeszkodzie prosto w oczy.

-Wychodzę nie widać?- powiedziałam obojętnym tonem.

 -Nie, nie wychodzisz.- powiedział naśladując mój ton. 

 Dupek. Pomyślałam. Nie miałam zamiaru sterczeć z nim na korytarzu i dyskutować. Główkowałam jak go tu wyminąć, ale jego bliskość mnie rozpraszała. Jego czarny T-shirt doskonale podkreślał wyrzeźbione ciało. Nie trzeba być geniuszem, aby wiedzieć jak wygląda bez koszulki. Nie mogłam opanować mojej wyobraźni, dlatego spojrzałam na jego twarz. Od razu tego pożałowałam. Uśmiechał się tak jakby wiedział o czym myślę, a gdy dostrzegam w kącikach ust dołeczki. Na tą jedną chwile zapomniałam o bożym świecie. Na szczęście warknięcie Shadow’a sprowadziło mnie na ziemie. Tak naprawdę śmiał się ze mnie, a nie do mnie. Cholera, muszę przestać zwracać uwagę na to jacy są przystojni. Marnie to widzę. Zrobiłam krok w tył, i spojrzałam na Cama wściekłym wzrokiem. 

-Idę do pracy.- warknęłam- a teraz zejdź mi z drogi .

 Ruszyłam na przód, chciałam go wyminąć ale nie było mi dane dojść do drzwi. Złapał mnie za łokieć i ruszył w stronę kuchni, ciągnąc mnie za sobą. Gdy weszliśmy –to znaczy on wszedł a ja została brutalnie wepchnięta na środek kuchni- wszystkie pary oczy spojrzały na nas zdziwione. Nawet nie wiedzieli, że wyszłam szczerze spodziewałam się, że zauważą moją nie obecność. A tu popatrz tylko Cam był bystrzakiem- no i ten wysoki czarownik. 

-Cam co ty z nią wyprawiasz ?- odezwała się ruda. 

-Łapię uciekinierkę. – powiedział obojętnie- ale proszę nie przeszkadzajcie sobie…w czymś tam.- dodał 

 -Nie jestem uciekinierką. – powiedziałam, próbując się wydostać z jego łap- wychodzę do pracy.- dodałam- Z własnego mieszkania- wycedziłam przez zęby. 

 -Puść ją Cam.- odezwał się jego brat.
 Szepnął Jack, a to było gorszę od krzyku. Nagle zapragnęłam być gdzie indziej, po minach jego przyjaciół wywnioskowałam, że również myślą tak samo. Jednak niebieskooki miał niewzruszoną minę. W ogolę nie przejął się, że w tym jednym zdaniu jest tyle groźby.

 - Wybacz skarbie.- Uśmiechnął się przepraszająco, i puścił moją rękę.

 Potarłam bolące miejsce, siniak gwarantowany. Jak tak dalej pójdzie będę wyglądać jak przerośnięta śliwka. Właśnie maiłam mu nawtykać jaki z niego brutal, jednak gdyby spojrzałam w jego oczy dostrzegłam, że naprawdę jest mu przykro. Westchnęłam zrezygnowana. 

- Idę do pracy, i nic wam do tego.- powiedziałam do Jack’a 

- Nigdzie nie wychodzisz. - Wychodzę i koniec.- warknęłam na niego. 

-Nie, nie wychodzisz.- powiedział to tak jakbym była jakąś małą pieprzona dziewczynką która nie rozumie co się do niej mów. 

- Nie jesteś moim ojcem- wycedziłam przez zęby. 

 -Masz rację, nie jestem.- położył łokcie na stół i oparł głowę na dłoniach- Gdybym nim był Aniołku, wychowałbym cię na posłuszna dziewczynę. 

 Wciągnęłam ze świstem powietrze. Pieprzony piękniś, za kogo on się uważa. Widziałam kątem oka, że pozostała czwórka wyglądała jakby chciała być też w innym miejscu. I słusznie, bo zaraz poleje się krew.Miałam ogromną ochotę zedrzeć z twarzy Jack’a ten durnowaty uśmieszek. Jednak w ostatniej chwili powstrzymałam się. W jego oczach dostrzegłam, błysk. Ta pijawka mnie sprawdza. Mogę się założyć, że gdybym go zaatakowała miałby dobry pretekst żeby mnie stąd zabrał. Jesteś niebezpieczna dla otoczenia Kat, w każdej chwili możesz wybuchnąć i zrobić komuś krzywdę. Musimy zabrać cię z dala od ludzi. Bla, bla, bla. 

 W głowie zabrzmiały mi głos Jack’a. O tak, on tylko na to czeka. Aż się złamie i zrobię jakiś błąd. Ale nie ze mną te numery. Uśmiechnęłam się słodko i powiedziałam spokojnie. 

 - Sprytnie Jack, ale ze mną nie pójdzie ci tak łatwo. – puściłam do niego oko. 
 Zrobił zaskoczona minę. Uśmiechnęłam się z satysfakcja. Szybko jednak odzyskał rezon. Zrobił drapieżną minę, ten drobny gest sprawił że włoski na karku stanęły mi dęba. W tamtym momencie zrozumiałam, że żadne z nas tak łatwo nie odpuści. Najgorsze jest, że to mnie kręci. 

-No dobrze moi mili, możecie już iść. Dzięki za pomoc i tak dalej ale muszę was pożegnać.- spojrzałam na zegarek.- Jestem już cholernie spóźniona- spojrzałam zirytowana na Jack’a. Otwierał już usta gdy za plecami usłyszałam damski głos. 

 -Odpuść już Jack. I tak wyjdzie z domu, przecież nie będziesz jej trzymać pod kluczem. 

 -To nie jest głupi pomysł.- powiedział to tak jakby naprawdę rozważał ten pomysł.

 -To jest idiotyczny pomysł- odezwał się jego brat. 

- Gdzie wasze poczucie humoru.- burknął pod nosem. 

 - Umarło wraz z moją przyjaciółką – powiedziałam sarkastycznie. 

- Jack daj już spokój, będzie między ludźmi. Nic jej nie grozi.- upierała się Iw.

Dziewczyna ma już u mnie plusa. 

 -Chyba, że ktoś da jej za mały napiwek.-powiedział, żartobliwie drugi bliźniak. 

 - Jeśli tak to bardziej boje się o tego nieszczęśnika, który tak postąpi.- puścił do mnie oko Cam.

Uśmiechnęłam się mimo woli. Trochę się uspokoiłam, a głosik który odezwał się w mojej głowie mówił mi, że powinnam trochę opanować emocje. W końcu mają pomóc mi znaleźć mordercę Amii. Oczywiście nie zostaniemy przyjaciółmi, ale na swój sposób są znośni. Spojrzałam na Jack’a, oczywiście jest jeden wyjątek.

 Wychodząc z kuchni powiedziałam już spokojniej. 

 -Nie potrzebuję waszej zgody. Wyszłam na korytarz, na szczęście nikt mnie nie zatrzymywał.

 Zabrałam torebkę, kluczę i ruszyłam wolnym ale stanowczym krokiem w stronę drzwi. Spojrzałam na wilka który dreptał przy mojej nodze. Był dziwnie spokojny, widziałam po jego swobodnej postawie, że ufam im bardziej ode mnie. Więc może i ja powinnam zaufać im w stu procentach. Nie jeszcze nie jestem na to gotowa, może z czasem.

 - Nigdzie nie wyjdziesz…. Sama. Usłyszałam za sobą głos, odwróciłam się do Jack’a. i spiorunowałam go wzorkiem. 

 -Że co proszę?!- wybuchłam Poczułam jak moc zaszumiała wokół mnie, ręce zaczęły mrowić. Musiałam zacisnąć je w pięść, nie chciałam zrobić mu krzywdy. A może i chciałam, może wtedy się ode mnie odczepi. 

 -Hej, hej wyluzuj.- podniósł ręce w goście obronnym- uspokój się Aniele. Powiedziałem, że nie wyjdziesz sama. A nie, że nie wyjdziesz w ogóle. 

-Och- powiedziałam zaskoczona. Uspokoiłam się, na co on wypuścił powietrze z ulgą. Zmarszczyłam brwi, po chwili zrozumiałam znaczenie jego słów. I ani trochę mi nie spodobało się. 

 - Nigdzie ze mną nie idziesz- powiedziałam odwracając się do niego plecami.

 Poczułam delikatny podmuch, jednak to mnie nie powstrzymywało przed wyjściem. Dopóki nie zderzyłam z czymś, albo raczej z kimś. Prychnęłam wkurzona. Najwidoczniej bawiło go to, że mnie denerwuję i uśmiechnął się drapieżnie. Niech mnie wilki zjedzą żywcem ale z tym uśmieszkiem jest niewyobrażalnie przystojny. Za tą myśl powinnam porządnie skopać sobie dupę. 

- Jesteś szybki.- stwierdziłam- wykorzystaj tą cechę i szybko się stąd zmywaj.

- Jak już wspomniałem. Nigdzie nie wyjdziesz sama.- powiedział opierając się o drzwi.
- Nie dasz za wygraną co? – zapytałam zirytowana. Uśmiechnął się głupkowato. 

Zgaduję, że to znaczy „nie”. Trudno dam radę, może w końcu się odczepi i da mi trochę spokoju w pracy. Ale znając moje niewyobrażalne szczęście to nie mam co liczyć na samotność.

- Zgoda.- powiedziałam zrezygnowana 

 ***
 Gdy wyszliśmy na zewnątrz, otuliłam się ciaśniej kurtą. Był dopiero wrzesień, ale bywają takie dni co są naprawdę zimne. Dziś jest właśnie taki dzień, można wyczuć w powietrzu mroźny wiatr. - Kat! – odwróciłam się na pięcie- Chyba nie myślałaś, że będziemy szli pieszo co.- roześmiał się Jack 
- Prędzej dojdę tam pieszo, niż złapię o tej godzinie taxi. 

 - A kto tu mówił o taksówce. –wskazał głową stojące obok czarne bydle.-Jedziemy tym cackiem.
- Proszę powiedz, że to nie twój samochód.- powiedziałam z nadzieją w głosie.

- Oczywiście, że to maleństwo jest moje.- powiedział delikatnie głaszcząc dach czarnej bestii.- i z łaski swojej nie mów na nią „bydle”. Sasza jest bardzo wrażliwa. Szczena mi opadła jak to powiedział. 

 - Jesteś nienormalny.- stwierdziłam po chwili-to coś ma imię? - pokiwałam głową z niedowierzeniem. 

- Oczywiście –wyszczerzył zęby w uśmiechu. – A teraz wsiadaj Aniołku, bo jesteśmy już spóźnieni.

 Otworzył mi drzwi i gestem zaprosił do środka. Nie miałam innego wyjścia jak tylko wsiąść do Saszy - Świr i dżentelmen w jednym- powiedziałam zanim zatrzasną za mną drzwi. Zajął miejsce obok mnie, zanim jednak mogłam nasycić się niesamowitym wnętrzem, przypomniałam sobie o wilku. 

-Zaczekaj jeszcze Shadow.- złapałam go za rękę zanim włożył kluczyki do stacyjki

-O nie, nie Aniołku. Ta tapicerka nie toleruje sierści.- powiedział stanowczo. 

 Chciałam już go wpuści nie zważając na jego protesty, ale jego już nie było.

-Masz szczęści. Ale jeśli chcesz, żebym z wami wyjechała wilk jedzie ze mną.-powiedziała głosem nie znającym sprzeciwu. 

 Trzasnęłam drzwiami z całych sił. Wiedziałam, że to mu się nie spodoba. Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Natomiast na mojej pojawił się szeroki uśmiech. Teraz wiem, gdzie mogę uderzyć aby poprawić sobie humor a jemu dopiec. 

-Kobieto to nie czołg! – warknął 

 - Jesteś pewien? – zapytałam słodkim głosem

 W odpowiedzi spotkało mnie karcące spojrzenie chłopaka. Udałam że tego nie zauważyłam. Rozsiadłam się wygodniej na swoim miejscy. Teraz mogłam spokojnie rozejrzeć się po wnętrzu tego „maleństwa”. 

W środku było tak samo imponująco jak zewnątrz. Czarna deska rozdzielcza lśniła czystością jakby znajdowała się na niej niewidoczna tarcza, która powstrzymywała wszelkiego rodzaju brudu przed wybrudzeniem jej. Czasem gdy światło, padało pod pewnym kątem czerń zamieniała się w ciemny granat. Gdyby nie to, że tapicerka ma szary kolor, można by pomyśleć, że wpadło się w otchłań. Choć siedzenia nie wyglądały na niezbyt wygodne, to jednak pozory mylą. Czułam się jakbym siedziała na chmurce. Choć irytowały mnie dźwięki które wydobywały się za każdym razem gdy tylko się poruszyłam. 

Gdy już nasyciłam oczy czernią, przeniosłam wzrok no Jack’a. Przez całą drogę nie odezwał się do mnie słowem. Dostrzegłam zmarszczkę na czole, wzrok również miał nieobecny. Najwidoczniej czymś się martwił. Wykorzystałam moment aby lepiej mu się przyjrzeć, z tak bliska mogłam podziwiać jego profil. Lekko zadarty nos, dodawał mu chłopięcego uroku. Co jakiś czas przeczesywał włosy dłonią, co spowodowało, że jego fryzura była w ciągłym nie ładzie. Frustrujące było to, że jeden niesforny kosmyk opadał mu na czoło, a co gorsza miałam ochotę wziąć go między palce i ułożyć na swoim miejscu.Da rzeczywistości sprowadził mnie głos Jack’a.

- Przyznaj się Aniele, spodobałem Ci się, prawda.- uśmiechnął się, pokazując białe zęby.

- Słucham?- parsknęłam- nie schlebiaj sobie. 

Odwróciłam od niego wzrok i skupiłam na tym co było za oknem. Pozwoliłam aby włosy zakryły połowę mojej twarz, zanim zauważył moje rumieńce. - Nie krępuj się, możesz sobie na mnie patrzeć ile tylko zechcesz Aniele. Dopiero jak uspokoiłam emocje zauważyłam, że stoimy przed wejściem do kawiarni. Nie zaszczyciłam go odpowiedzią, choć cisnęło mi się na język parę wrednych słów. Wysiadając machnęłam na niego lekceważąco ręką i pognałam do kawiarni. Wpadłam do środka jak rozpędzony taran. Miałam jeden cel znaleźć się jak najdalej od tego wampirzego lalusia. Niestety nie dane mi było dotrzeć bez szwanku do szatni. Wpadłam na kelnerkę z taką siłą aż zaparło mi dech w piersi. Na dodatek niosła tacę pełną szklanek, które potłukły się w drobny mak. 

- Na litość boską dziewczyno.- skarciła mnie przyjaciółka. 

 - Przepraszam Brit, nie widziałam cię.- powiedziałam próbując się podnieść. 

 -Taaa domyśliłam się.

 -Kurczę strasznie cię przepraszam Brit. Naprawdę. – zaczęłam zbierać większe odłamki. - Już dobrze Kat.- uspokajała mnie koleżanka.

- Kat na litość boską przestań zbierać te szkło. Zaraz przyniosę miotłę. No już przestań bo się skaleczysz. 

 Nagle uniosłam się w górę i stałam już na nogach, przed Jackiem. Lustrował moje ciało od stóp po samą głowę, złapał za dłonie i oglądał bardzo dokładnie szukając jakichkolwiek zadrapań. Jak na tak silne ręce były bardzo delikatny.

 -Uspokój się, nic mi nie jest.-wyrwałam dłonie z jego uścisku.- Brit przepraszam, nic ci się nie stało.- zwróciłam się do przyjaciółki.

 - Nic mi nie jest, ale..- wskazała na moją bluzkę.Spojrzałam w dół.

 Niech to szlak, cały sweter był w soku i kawie. I kiedy ja do cholery rozpięłam kurtkę. Ten dzień zapowiada się katastrofalnie. A jeszcze nie ma południa. 

- Cholera jasna..- skrzywiłam się z niesmakiem. 

-Wyrażaj się Aniele.- skarcił mnie Jack. 

- To twoja wina! - rzuciłam chłopakowi mordercze spojrzenie.





Wiecie co robić moi drodzy czytelnicy, jeśli ktoś tu jeszcze jest.Jestem ciekawa co myślicie o Jack'u i Kat. Nadrobiłam czytanie niektórych blogów, po świętach odwiedzę resztę.A co do rozdziały to nie za bardzo mi się podoba. Za wiele się w nim nie dzieje, ponieważ piszę historie Kat w postaci książki i dlatego tak powoli to wszystko się toczy.Miał być dłuższy ale nie chciałam już opóźniać jego publikacji. Piszcie śmiało co o nim myślicie, nie czytałam go drugi raz więc mogą pojawić się jakieś błędy. Każdy komentarz jest dla mnie cenny, i liczę się z każdym waszym zdaniem, nawet jeśli jest to krytyka. Jednak to mnie nie zraża, lecz motywuję.

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Jestem w trakcie tworzenia go, trochę to zajmie ale cierpliwości moja droga :)

      Usuń
  2. Witam! Rozdział mi się podobał, tylko szkoda, że tak rzadko dodajesz notki ;) OD początku, odkąd Jack i reszta jego paczki pojawili się w domu naszej Katrin przeczuwałam jakiś romansik ^^
    W opowiadaniach fantastycznych zawsze musi być jakiś romansik, zawsze. Wyraźnie widać, nawet po zachowaniu Jacka i po sposobie w jaki się do niej odzwywa (Aniele, ekhm), że on po prostu na nią najzwyczajniej w świecie, brzydko mówiąc leci. Czyli chce ją wykorzystać, nie inaczej niż seksualnie i.. Wyssać z niej krew ^^ O to, to! No bo jak wampir, to musi być ssanie, prawda? Eh. Jakiś taki suchy ten żart. Chyba też zmagasz się z brakiem weny, podobnie jak ja, co? Nie bój żaby może nam to przejdzie ^^ Chciałam poinformować, że założyłam nowego bloga, gdzie dodałam fragment rozdziału pierwszego, ale o tym w spamie raczej ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Codziennie piszę jakieś fragmenty, ale szybko zmieniam zdanie i to tak się przeciąga. A czasem jak wspomniałaś nie mam weny ;/ Mam nadzieje,że minie.
      Masz rację Jack od początku ma wobec Katy pewne plany, i nie bardzo się jej to spodoba gdy się dowie. Wpajano mu pewne zasady i bardzo ich przestrzega, a przynajmniej będzie się starać. Bo przecież serce nie sługa, prawda :) Również Kat będzie trzymać dystans między sobą a Jack'em. Ale jej to lepiej będzie wychodzić. Do czasu oczywiście :)
      Na razie tyle mogę zdradzić. Postaram się jak najszybciej wklepać rozdział.
      Dziękuję za komentarz. Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Szukałam dobrego opowiadania o wampirach i wpadłam do Ciebie.
    Muszę przyznać zaintrygowałaś mnie od samego początku. Piszesz bardzo ciekawie chociaż miejscami gdy dialogi są ze sobą łączone można się trochę pogubić. Nawet jeśli mówią to dwie osoby i zdanie jest wspólne lepiej je oddzielić jeśli wiesz o co mi chodzi. Tymczasem postać Kat jest ciekawa. Widać wyraźnie że nie do końca przepada za nowymi towarzyszami. I ma charakterek. Od początku umie się postawić na swoim, chociaż może nie do końca.
    Jestem ciekawa co będzie dalej więc dodaje do Obserwowanych i z przyjemnością zostanę Twoją czytelniczką.
    zapraszam również do siebie w wolnej chwili.
    www.mrok-wyobrazni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za kom. Fajnie, że spodobał Ci się mój blog. Postaram się jak najszybciej do ciebie zajrzeć i się odwdzięczyć za komentarz.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Zaczęłam czytać i czytać, potem musiałam się od tego odsunąć, a tu niestety wchodzę po czasie, a Ty nie dodajesz nowych rozdziałów :/ Zamierzasz kontynuować tego bloga?


    Ogólnie to nie podoba mi się, że już 9 rozdział, a oni nadaj siedzą w jej mieszkaniu i nic praktycznie się nie dzieje XD To trochę dołujące, zważając na to, że dałaś dosadne znaki wcześniej na temat tej historii, iż ona taka "zwyczajna" nie będzie.
    No cóż, może Cię zmotywuję jakoś moimi komentarzami i będziesz kontynuować pisanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnimi czasy mam bardzo mało czasu i z weną jest kiepsko coś tam piszę a za chwilę ciach... trzeba kasować bo coś nie pasuje ;/ ale mogę cię zapewnić że historię będę kontynuować :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam

      Usuń

Na ile oceniasz mój blog :)

A ty co robisz ?

Obserwatorzy

Translate

Layout by Yassmine